Lubuska Izba Rolnicza » Archiwum bloga » PRZYGRANICZNA UPRAWA SZPARAGÓW
Główna » Aktualności

PRZYGRANICZNA UPRAWA SZPARAGÓW

Autor: Red. dnia 24 czerwca 2014

Przedstawiamy gospodarstwo naszej delegatki Doroty Tracz, które prowadzi wraz z mężem Zenonem w miejscowości Wicina w gminie Jasień. Prawie 10 lat temu zdecydowali się na uprawę szparagów, co okazało się trafną decyzją.

Proszę opowiedzieć historię powstania Państwa gospodarstwa i jak wygląda to dzisiaj?

Zenon Tracz: Gospodarstwo przejąłem po rodzicach w 1998 roku. Wcześniej pracowałem w Nadleśnictwie Krzystkowice. Rodzice uprawiali zboża i hodowali 10 szt. bydła. Uprawa zbóż nie była dochodowa ze względu na słabe gleby. Otworzyłem sklepik przydomowy, w którym żona pracowała 5 lat i jak na tamte czasy był to całkiem dobry interes. Równocześnie prowadziłem gospodarstwo, niestety niedochodowe, zaistniała konieczność wyjazdu do Niemiec. Tam pracę przy uprawie szparagów poznałem od „a” do „z”. Pewnego razu zabrałem z sobą żonę, której bardzo się to spodobało i powiedziała: sadzimy.

Dorota Tracz: To nie do końca tak. Ja miałam sklep, trójkę dzieci, do tego kilka świnek. Mąż wyjeżdżał, a ja zostawałam sama, to wszystko trudno było pogodzić. W końcu wszystko zlikwidowaliśmy i zostaliśmy przy uprawie truskawki. W życiu nie myślałam, że wyjdę za rolnika. Koleżanki się dziwiły, że przeszłam na gospodarstwo, gdzie jeszcze były krowy, świnki. Jak rodzice męża zaproponowali, że przepiszą nam gospodarstwo to pierwszym naszym warunkiem było, żeby najpierw sprzedali krowy. Z tą sprzedażą krów, to mąż trafił w dziesiątkę, bo udało się je sprzedać za duże pieniądze, a w roku następnym cena bydła spadła. Teściowie byli bardzo zadowoleni. My od samego początku myśleliśmy tylko o uprawie truskawek, początkowo mieliśmy jeszcze inne warzywa, np. kapustę.
Pojechałam z mężem do Niemiec na dwa tygodnie na odpoczynek, zobaczyłam ten wysoki asparagus i powiedziałam -”Ty już jeździć nie będziesz, będziesz pracował u mnie”.
Po powrocie do kraju zdecydowaliśmy się na własną uprawę.

Z.T.: Początki były trudne. W naszym rejonie nikt nie ma np. maszyn do nasadzeń. Nie mieliśmy maszyn do sortowania, innych maszyn, które musieliśmy pożyczać, a dopiero potem zakupić. Cała inwestycja była kosztowna i dość ryzykowna. W tej chwili wszystkie maszyny do uprawy szparagów mamy swoje. Na dzień dzisiejszy muszę powiedzieć, że uprawa szparagów na ziemiach słabych jest bardzo dochodowa, szparagi są niesamowite jeśli chodzi o

wydajność. Jest to też warzywo bardzo pracochłonne. Brakuje ludzi do pracy, z naszej wsi również powyjeżdżali do Niemiec, Holandii, Anglii. Pozostają ludzie z Ukrainy, którym jednak należy zapewnić zakwaterowanie, prąd, gaz a po sezonie, który trwa 2-3 miesiące budynek stoi pusty. Stawka dla Polaka i Ukraińca jest taka sama tj. 7-8 zł./h, ale jak się doliczy koszty utrzymania, to za obcokrajowca wychodzi 10zł./h. Jednak oni dobrze pracują.

D.T.: Na naszych piaszczystych glebach uprawa zboża nie  jest opłacalna. Powiem szczerze, że to co zainwestowaliśmy 9 lat temu w posadzenie szparagów to było wszystko. Teraz tylko nawozimy, wykaszamy i zbieramy. Można je tak zbierać co najmniej 13 lat. Zysk na zbożu byłby taki, jak z jednego dnia zbioru szparagów. Trzeba by mieć duży areał,  ok.300 ha i wysokiej klasy ziemię, żeby zboże było opłacalne. Zboża dają znikome zyski, a wymagają dużego nakładu pracy przez cały rok. Z kolei trzymać pole czekając na unijne dopłaty, to nie ma sensu.

Z.T.: Drugą sprawą jest to, że brakuje ziemi w okolicy, nie ma już jak się rozwijać. Dokupiłbym ziemi nawet ostatniej klasy, pod zalesienie, ale nie ma. Część gmina przejęła od Agencji i nie chce odsprzedać. W Wicinie jest historyczne Grodzisko, leży ugorem, a pod szparagi akurat by się nadawało. Udało nam się jedynie ostatnio dokupić 3ha słabych piachów pod dalszą uprawę szparagów. Wygodnie się kopie, na takiej wydmie, to szparagi jak malowane, w 100% „jedynka”. Za taką jakość są pieniądze. Robimy wszystko, żeby mieć „jedynkę”, czyli szparagi grubości tak od 20 do28 mm a nawet do 3cm średnicy. Początkowo mieliśmy problem bo nasze szparagi były za grube. Naszym głównym odbiorcą są Niemcy.
U nas pracownicy nie pracują na akord, tylko na godziny, spokojnie, bezstresowo, bez pośpiechu. Wymagam żeby dokładnie było wykopane, delikatnie, z uwagą, bo przecież obok już następny mały szparag rośnie, spiesząc się można uszkodzić kilka następnych.

D.T.: Mąż poznał dobrze zasady uprawy oraz zbioru i teraz wymaga, żeby u niego było idealnie. Mnie dziwi, że w Polsce ludzie nie chcą jeść szparagów. To jest takie zdrowe warzywo, jest bogatym źródłem soli mineralnych, potasu, fosforu, kwasu foliowego i żelaza. Szparagi są skarbnicą witamin i składników mineralnych. Wspomagają odchudzanie – w100 g zawierają tylko 18 kcal. Sok z całych młodych roślin szparagów stosuje się przy niedomaganiach nerek. Jest on także pomocny przy przewlekłych nieżytach oskrzeli. Okłady nasączone tym sokiem pomagają w niektórych chorobach skóry i przy trudno gojących się ranach.
Ludzie jeszcze nie są nauczeni, przyzwyczajeni, ale jak już posmakują raz, drugi, to żyć bez szparagów nie mogą. Niemcy już wartość szparaga znają i każdą cenę zapłacą.

Z.T.: U naszych zachodnich sąsiadów jest taka zasada, że jak przychodzi sezon to jedzą np. właśnie szparagi, potem  brukselkę. Podobnie z truskawką, u nich sezon zaczyna się 10-15 maja. I wtedy jedzą swoją truskawkę, a nie wcześniejszą np. hiszpańską. U nas jest inaczej, ludzie bardziej patrzą na cenę. Jeśli już teraz w marketach można kupić truskawkę „z południa” za ok. 9zł. to potem ludzie się oburzają, jak na rynku pojawia się nasza w cenie ok. 15zł. Nie wiedzą ile wymaga pracy, przy przykrywaniu, odkrywaniu. A czy jest świeża…? Tu chodzi o szybkość, o czas.

D.T.: Dlatego właśnie szparagi, z nimi jest tak samo.  Świeży szparag „piszczy”, tak „trzeszczy” jak mróz. Ze względu na dobry zbyt będziemy dosadzać szparagi, tak by starczyło nam na ok. 10 lat, by do 60-tki było na utrzymanie.

Z.T.: Bo to jest też bardzo dobrze powiązane z truskawkami. Jak ludzie przyjeżdżają z Ukrainy wczesną wiosną, na szparagi,  już mam ludzi do pracy przy truskawkach. Początkowo do pielęgnacji, odchwaszczania, tego przykrywania, odkrywania, bo początkowo przy szparagach nie ma tak dużo pracy. Te uprawy zazębiają się.

Na dzień dzisiejszy ile Państwo uprawiacie  hektarów?

D.T.: Posiadamy na własność19 ha w tym:7 ha to truskawki a4,5 ha to szparagi. Resztę obsiewamy zbożem,  mamy duże zapotrzebowanie na słomę do ściółkowania truskawki. Zostały nam jeszcze2 ha łąk.  Z dzierżaw zrezygnowaliśmy zupełnie.

Początkowo mieliśmy też konie sportowe, wysokie, których ja się bałam, a po tym jak mąż złamał nogę to już w ogóle nie było o nich mowy.

Jakie były inwestycje w gospodarstwie, czy otrzymali Państwo jakieś dotacje z UE?

Z.T.: Nie próbowaliśmy jeszcze sięgać po te środki. Gospodarstwo mamy nieduże, a cały sprzęt, jaki mamy, kupowaliśmy w Niemczech z pomocą znajomego. Przy tym areale jaki posiadamy zbędna jest większa ilość maszyn. Cały podstawowy sprzęt, jaki jest potrzebny przy tej produkcji już mamy, np. deszczownię, glebogryzarkę., a rozwinąć się już bardziej nie można, bo ziemi nie ma.

A czy wprowadzają Państwo jakieś nowe technologie uprawy?

Z.T.: Teraz rozważam uprawę truskawki na kopcach, ale żona się nie zgadza. Cała inwestycja, np. zakup folii, węży do nawadniania i cały nakład pracy jest dość niepewny. To wszystko jest kosztowne, a gdy cena owoców będzie niska, to  koszty się nie zwrócą. Na 1ha  koszt folii wyniósłby ok.20 tys. zł. To jakie to musiałyby być zbiory, żeby się to zwróciło? Zbyt wiele niewiadomych. Jeśli posadzi się odmianę powtarzającą owocowanie, jest większa szansa na zwrot inwestycji. Jeszcze to rozważamy.

Czy rynek zbytu jest wystarczający?

D.T.: Obecnie mamy 4 odbiorców szparagów, wszystko wysyłamy do Niemiec. To są stali,   sprawdzeni odbiorcy. Jak mamy duży wysyp to dzwonię do hurtowni k. granicy, zdarza się to jednak rzadko. Z rynkiem zbytu nie mamy problemu, to co zbieramy musimy dzielić między tych czterech odbiorców. Z truskawką jest podobnie, 70% owoców deserowych jedzie za granicę, resztę skupu na przetwórstwo.

Z.T.: Szparagi poniżej 8 zł „jedynki” nie sprzedawaliśmy. Nie ma w okolicy nikogo ze szparagami, bazuję na cenie giełdowej Poznania. Jak przyjeżdża klient, to podaję mu tą zaktualizowaną cenę, którą sprawdzam codziennie w internecie.

Która cena jest bardziej stabilna: truskawki czy szparagów?

Z.T.:  I jedna i druga jest stabilna. Wiadomo, że cena truskawki musi zejść do ceny lokalnego rynku. Początkowo jest wysoka, potem spada, potem znów rośnie. Ze szparagami jest podobnie. Wiadomo, że Niemcy i tak na tym zarabiają, u nas w hurcie kupią za ok. 2,5 euro,  sprzedając nawet za 7 euro. To jest handel. Wiadomo, że pośrednicy dobrze zarabiają.
Przy dobrej wydajności to się opłaca, nawet przy  kosztach wody, nakładzie pracy, zbiorze.

Jak radzicie sobie Państwo z problemem szkód łowieckich?

Z.T: Szkody mamy i to w znacznym stopniu, ale sam poluję, więc staram się to pogodzić, pójść na kompromis z własnym kołem łowieckim.
Najgorsze w tym roku było zniszczenie flisu przez sarny który powinien służyć 3 lata. Nie występowałem o odszkodowanie, ale z zarządem swojego KŁ przeprowadziłem rozmowę w wyniku, której doszliśmy do porozumienia i  ustaliliśmy, że trzeba to jakoś zabezpieczyć. Zrobiłem fladry, które są bardzo skuteczne na sarny. Z Kołem Łowieckim z innego obwodu ustaliśmy, że potrzebna jest siatka leśna. Cały materiał, tj. słupki, siatkę dostałem od nich, a robocizna była moja. Tam miałem szkody wyrządzane przez grubą zwierzynę: dziki, jelenie; jak taka wataha przejdzie to szkody są duże.

Ilu pracowników Państwo zatrudniają w czasie sezonu?

Z.T.: Na dzień dzisiejszy mam 15 miejsc do zakwaterowania i tyle średnio ludzi pracuje w sezonie. Jak jest wysyp truskawek i zbiór jest na akord, to wtedy każdy znajdzie u mnie pracę. Przyjeżdżają wtedy z okolicznych wiosek,  czasami na polu jest 40 osób jest. Do zbioru szparagów zatrudniamy ludzi z Ukrainy. Pracują po ok. 12 h, generalnie tyle ile chcą. Zresztą oni przyjeżdżają żeby zarobić, więc pracują dużo i bardzo się starają.

Czy w związku z zaistniałą sytuacją na Ukrainie nie było problemów z pracownikami?

Z.T.: Nie, nie było żadnych problemów, jest nawet sprawniej niż w ubiegłych latach.

Czy macie Państwo następców w gospodarstwie?

D.T.: Będzie trudno. Namawiamy najmłodszego syna, który ma 20 lat, do przejęcia gospodarstwa, bo dwie starsze córki już się wyprowadziły.

Póki co, nie bardzo się tym interesuje, jest jeszcze młody i bardziej interesują go samochody, w tym roku kończy szkołę. Podoba mu się jednak, że na miejscu produkujemy, sprzedajemy. Myśli o zakupie samochodu-chłodni, żebyśmy mogli sami towar rozprowadzać, sprzedawać. Byłoby to dobre rozwiązanie, obyłoby się wtedy bez pośredników, którzy wiadomo, że najwięcej zarabiają. Dlatego bardzo byśmy chcieli, by syn się tym zajął.

Jak Państwo oceniają naszą politykę rolną dla Waszej branży?

Z.T.: W moim przypadku, ani nie pomaga, ani nie utrudnia. O rynek zbytu muszę zadbać sam, jesteśmy zdani na siebie. Ale tak jest wszędzie. Szkoda, że nikt z Gminy nie zajmie się kanałem, który tu niedaleko płynie. On jest cały czas taki sam od czasów wojny. Tylko tzw. konserwację przeprowadzają, trzcinę wytną i tyle.
Ubezpieczalnie nawet nie chcą rozmawiać, jak widzą ten kanał. Kiedyś zdarzyło się, że zalało nam6 ha. Jak złożyliśmy wniosek o odszkodowanie to odszkodowanie zaproponowali w wysokości 100 zł./ha, bo taki był ich przelicznik a  specjalna komisja klęskowa  straty oceniła na 100 tys. zł!

Czy będą Państwo korzystać z nowego PROW 2014-2020 ?

Z.T.: To syn mógłby skorzystać z programu „młody rolnik”, ale my za niego nie możemy decydować. Ponieważ są takie wymogi, by posiadać wykształcenie rolnicze, namawiamy go do skończenia szkoły o takim profilu. To jednak musi być jego przemyślana decyzja, bo nie może być tak, że pieniądze dostanie, a szkoły nie skończy.
W 2015 roku jak byśmy podzielili gospodarstwo, tak, jak planujemy, to może udałoby się skorzystać z programu rozwoju małych i średnich gospodarstw. Wszystkie dotychczasowe pieniądze jakie otrzymaliśmy przez tyle lat, typu dopłaty, to zawsze inwestowaliśmy w rozwój gospodarstwa – zakup ziemi, nasadzeń.

Jakie są Państwa zainteresowania, czy mają Państwo jakieś hobby?

Z.T.: Mnie interesuje łowiectwo i każdą chwilę jaką mam spędzam w lesie. Kiedy tylko mam czas, to poluję.

D.T.: Przyznam szczerze, że interesuję się wszystkim, niestety na niewiele mam czas. W wolnych chwilach, które nadchodzą dopiero jesienią, robię stroiki, które też sprzedaję w Niemczech. Zimą czytam dużo książek.

Czy mogą sobie Państwo pozwolić na dłuższy odpoczynek, urlop?

W ubiegłym roku niestety nam się nie udało, mamy nadzieję, że ten rok będzie inny i uda nam się wyjechać nad morze, do Trzęsacza, gdzie przy znanym wszystkim kościółku, mamy ulubiony domek z pięknym widokiem na morze. Domek należy do męża rodziny i kiedy tylko chcemy i możemy, to tam jedziemy.

Dziękuję Państwu bardzo za rozmowę. Życzę udanych plonów, żadnych przykrych niespodzianek od losu i oczywiście dużo zdrowia.

Joanna Balawajder

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!
  Copyright ©2018 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.