Lubuska Izba Rolnicza » Archiwum bloga » DZIĘKI DOPŁATOM GONIMY ZACHODNIE ROLNICTWO
Główna » Aktualności

DZIĘKI DOPŁATOM GONIMY ZACHODNIE ROLNICTWO

Autor: Red. dnia 15 kwietnia 2010

Przedstawiamy naszego delegata Stanisława Myśliwca, wiceprzewodniczącego Zielonogórskiej Rady Powiatowej Lubuskiej Izby Rolniczej. Prowadzi gospodarstwo ekologiczne we wsi Dąbrowa w gminie Zabór.

  • Jaka jest geneza gospodarstwa, areał, specjalizacja?

Do 2004 r. gospodarstwo było ogólno produkcyjne. Zajmowałem się w szczególności   hodowlą bydła mięsnego, wielkość stada 60 sztuk , rasa Limousine.

Od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej nastąpiła zmiana gałęzi produkcji w moim gospodarstwie, ze względu na wymogi, które trzeba było spełnić i związane z tym duże inwestycje oraz nakłady finansowe. Przekwalifikowałem się na produkcje wielo roślinną. Uprawiam przede wszystkim ekologiczne zboże: żyto, owies, proso. Obecnie gospodarstwo funkcjonuje na 200 ha, z czego 170 ha jest moją własnością, a 30 ha córki.

wywiad (4)

Teren gospodarstwa

  • Jakie funkcję społeczne Pan pełni?

Może zacznę od tego, że jestem   II kadencje Delegatem Zielonogórskiej Rady Powiatowej Lubuskiej Izby Rolniczej, pełnię funkcję wiceprzewodniczącego, oraz jestem IV kadencje radnym Gminy Zabór i II kadencje przewodniczącym Komisji Rolnictwa w Gminie Zabór. Także jestem członkiem Powiatowej Rady Zatrudnienia, a także członkiem Lokalnej Grupy Działania „Między Odrą a Bobrem”.

  • Jakie większe inwestycje zostały przeprowadzone w ostatnich latach w gospodarstwie ?

Jedną z ważniejszych inwestycji to budowa domu mieszkalnego w 2000 r. Kolejna, to w 2009 r. wykupienie na własność gruntów uprzednio dzierżawionych o powierzchni 60 ha. Obecnie staram się o dofinansowanie na modernizację gospodarstwa. Inwestycją ma być zakup nowoczesnego ciągnika. Poza tym gospodarstwo jest w pełni zmechanizowane. W okresie wzmożonych prac na polu nie można pozwolić sobie na zastój.

wywiad (3)

Przy takiej produkcji nie może zabraknąć silosów

wywiad

Bez maszyn nie było by gospodarowania

  • Ile osób zatrudnia Pan w gospodarstwie?

Gospodarstwo ma charakter typowo rodzinny. Mam czworo dzieci, dwie córki oraz dwóch synów. Wraz z żoną i starszym synem radzimy sobie z gospodarowaniem. Kiedy przychodzi okres żniw razem z sąsiadami pomagamy sobie nawzajem.

  • Skąd wiedza rolnicza, wykształcenie?

Ponad 25 lat temu ukończyłem studium rolnicze. Od tamtego czasu zajmuję się gospodarstwem. Swoją wiedzę opieram głównie na doświadczeniu i praktyce zdobytej przez te wszystkie lata. Wiedzę uzupełniam poprzez czytanie prasy rolniczej. Do wiedzy z Internetu podchodzę z dystansem. Muszę stwierdzić, że niekiedy teoria opracowana przez specjalistów z innych regionów, nie ma odniesienia do rzeczywistej pracy w moim gospodarstwie.

wywiad (1)

 Pan Stanisław przed domem

  • Jak polityka rolna powinna pomagać rolnikom?

Polityka rolna powinna być przede wszystkim stabilna. Rolnik wstając rano nie powinien budzić się z bólem głowy, bo nie wie co znowu wydarzyło się na rynku rolnym.

Polityka rolna powinna mieć wyznaczone stałe kierunki. Dziś polityka preferuje daną linię produkcyjną. Rolnik nastawiony jest pod konkretny cykl produkcyjny. W momencie kiedy uzyskuje zdolności wytwórcze, polityka zmienia się. Rolnik znowu musi inwestować, zmieniać profil gospodarstwa.   Tak to nie powinno wyglądać.

Rolnictwo na zachodzie Europy funkcjonuje zdecydowanie inaczej. Miałem okazję zaobserwować jak to wygląda w   Niemczech. Rolnik wybudował chlewnię, która stała trzy lata pusta. Po tym okresie zrobił obsadę. I to mu się opłacało. U nich jest gwarancja stabilności i dlatego można inwestować z wyprzedzeniem.

Sytuacja na rynku rolnym w naszym kraju jest bardzo kiepska. Bywa tak, że rolnik pracuje na granicy opłacalności, gdyby nie dopłaty unijne trzeba byłoby dopłacać do produkcji. Dzięki dopłatom polskie rolnictwo zaczyna wychodzić na prostą i goni zachodnie kraje.

Powinno zrobić się coś w kwestii polityki rolnej w naszym kraju. Ale trzeba zacząć zmiany od władz na szczeblach lokalnych. Województwo lubuskie jest pokrzywdzone, jako jedyny region nie mamy przedstawiciela w sejmie w komisji rolnictwa. Nie ma nas kto reprezentować. Przed wyborami wszyscy obiecują bardzo wiele, a gdy już zostaną wybrani zapominają skąd się wywodzą oraz zapominają o problemach swojego regionu.

  • Co myśli Pan o grupach producenckich? Czy należy Pan do jakiejś?

Przynależę do konsorcjum , które obejmuje dostawę biomasy do kotłowni w Zaborze.

W żadnej grupie producenckiej nie jestem, ze względu na specyfikę gospodarstwa. Produkuję zboże ekologiczne, gdzie jest mała wydajność z hektara. Na naszym terenie jest bardzo mało takich gospodarstw, więc nawet nie ma z kim założyć grupy.

A grupy producenckie na pewno są potrzebne. Szczególnie gospodarstwom wielkotowarowym, gdzie jest duża wydajność z hektara. W grupie łatwiej jest znaleźć odbiorcę. Jest możliwość negocjacji cen a nawet kontraktowania dostaw.

  • Czy dotyka Pana problem szkód łowieckich?

Problem szkód łowieckich jest bardzo duży. Moje gospodarstwo leży na granicy trzech obwodów łowieckich, należących do różnych kół. W związku z tym, szacujący z jednego koła przenoszą winę na drugie koło. Mówią, że zwierzyna nie przyszła od nich tylko od sąsiadów. A najgorsza jest niekompetencja szacujących. Na mediację przyjeżdża powiedzmy murarz, który nawet nie potrafi ocenić jaki gatunek zboża rośnie na danym polu, bądź ma problem z procentowym wyliczeniem szkody. Wycena jest śmiechu warta. Jest źle. Często koło wysyła tzw.: „filozofa”, nastawionego z góry na kłótnie. A myśliwy z rolnikiem powinien usiąść razem i porozmawiać po ludzku, dojść do porozumienia. Zdarzają się też dobre koła łowieckie, które potrafią dogadać się z rolnikiem. Prawda jest taka, że koła łowieckie są potrzebne rolnikom a rolnicy kołom. Niestety w większości przypadków myśliwi nie szanują rolników, ciągle panuje opinia, że rolnik to „prosty chłop”. Niejednokrotnie miałem przypadek, że dotycząca mnie szkoda została oszacowana nie na moim polu. Jeszcze raz podkreślam, ze niekompetentni ludzie podejmują się szacowania szkód. Powinny być to osoby z niezależnych instytucji, bezstronne.

  • Następcy w gospodarstwie?

Tak, następcy są. Córka kształciła się w tym kierunku. Tyle, że żadnego dziecka nie będę namawiał do pozostania na gospodarce. To będzie ich dobrowolny wybór. Nie chciałbym aby po latach wypomniały mi taką decyzję. Myślę, że gdyby była stabilna polityka rolna to dzieci z chęcią chciałyby zająć się rolnictwem. Oby wszystkie chciały.

  • Hobby i zainteresowania?

W szczególności rolnictwo i wszystko z tym związane. Żona uważa, że jestem sportowcem, bo oglądam w telewizji każda formę sportu (śmiech). Tak naprawdę na hobby trzeba mieć wolny czas, a w rolnictwie jest go mało. Co prawda bardzo lubię wędkować, ale czy jest to moje hobby. Gdyby tak było to na ryby jeździłbym codziennie, albo trzy razy w tygodniu, a tak nie jest. Takiego typowego hobby raczej nie mam. Nie jestem ukierunkowany w jedną stronę. Lubię wiele rzeczy, wędkować, pojechać na basen, w góry albo nad morze. Czasami bywa tak, że wstaje rano i mówię do rodziny: „pakujcie się, jedziemy w góry!”, albo pytam: „jedziemy nad morze?”, wtedy pakujemy się i wyjeżdżamy na kilka dni wypoczynku. Taka spontaniczna decyzja z dnia na dzień.

wywiad (2)

Państwo Myśliwiec na zasłużonym urlopie

  • Czy widziałby się Pan w innym zawodzie?

Raczej nie. Od chwili gdy skończyłem szkołę jestem rolnikiem. Już się przyzwyczaiłem do wolności. Sam sobie jestem panem, dyrektorem, kierownikiem, a nawet pracownikiem. A niestety w innych zawodach trzeba się podporządkować szefowi. Jak coś nie wyjdzie mogę mieć tylko do siebie pretensję. Sam ustawiam tryb pracy. Kiedy chcę urlop, po prostu go biorę.

Dziękuję za rozmowę

Joanna Nadborska

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!
  Copyright ©2020 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.