Lubuska Izba Rolnicza » Archiwum bloga » STWIERDZENIE „NIE WIEM CO ROBIĆ Z WOLNYM CZASEM, NUDZĘ SIĘ” JEST MI ZUPEŁNIE OBCE
Główna » Aktualności

STWIERDZENIE „NIE WIEM CO ROBIĆ Z WOLNYM CZASEM, NUDZĘ SIĘ” JEST MI ZUPEŁNIE OBCE

Autor: Red. dnia 20 grudnia 2017

wywiadPaństwo Wanda i Antoni Pielecha prowadzą gospodarstwo w miejscowości Łupowo w gminie Bogdaniec. Pani Wanda jest członkiem Gorzowskiej Rady Powiatowej Lubuskiej Izby Rolniczej. Razem wychowali pięcioro dzieci, dziś już dorosłych i usamodzielnionych – dwie córki i trzech synów. Teraz cieszą już z drugiego pokolenia, czyli siedmiorga wnucząt. Pani Wanda jest wielką miłośniczką kwiatów, a Pan Antoni na swoje hobby wybrał gołębie.

Proszę powiedzieć, jaka jest historia gospodarstwa, oraz, co również się z nim wiąże – jak się Państwo poznali?
Męża poznałam w „Zrembie”, w Gorzowie Wlkp. Pracowałam tam przez 10 lat, potem w biurze Spółdzielni Kółek Rolniczych. Tylko dlatego, że była to praca biurowa, miałam siły, by pracować w gospodarstwie. Ciężko było – dzieci małe, do tego żywy inwentarz, praca w polu. Początkowo dużo pomagali teściowie, potem jak dzieci były coraz starsze, one wykonywały wiele prac. Zawsze jednak nawoływaliśmy je do nauki, by nie musiały w przyszłości tak ciężko pracować jak my. Dzięki temu większość z nich skończyło studia. Do dziś bardzo nam pomagają.

Gospodarstwo jest po rodzicach męża, którzy w 1972 roku zdecydowali się je nam przepisać. Wówczas wynosiło ok. 3 ha. Systematycznie, od sąsiadów, którzy przechodzili na emerytury dokupywaliśmy ziemi. W chwili obecnej posiadamy 10 ha i drugie tyle dzierżawimy.

Kiedyś w inwentarzu mieliśmy 6 krów. Był to czas, kiedy w Łupowie działała zlewnia mleka, jednak, kiedy została zamknięta pomału zmniejszaliśmy liczbę krów, aż do zupełnej ich likwidacji. Choć długi czas mleko sprzedawaliśmy sąsiadom, to nie były to duże ilości. Dodatkowo starsi ludzie, główni odbiorcy naszego mleka, odchodzili, a młodzi wolą mleko ze sklepu, bo jak mówią – wiejskie czuć krową. I tak to umarło śmiercią naturalną.

W chwili obecnej hodujemy świnie w ilości 6 macior, jeszcze niedawno było ich 18 sztuk, ale znów był spadek cen na rynku i tę ilość zmniejszyliśmy. Jeszcze wcześniej mieliśmy 100 szt. tuczników. Wszystko zależy od sytuacji na rynku. Teraz znów myślimy o powiększeniu pogłowia. Na swoje potrzeby hodujemy jeszcze kury i kaczki.

Jak przedstawia się struktura zasiewów?
Zawsze wszystkie uprawy, jakie mieliśmy służyły do pozyskania własnej paszy. W tym roku uprawialiśmy pszenżyto, owies i pszenicę. Ten rok jest szczególnie ciężki. W chwili obecnej wysialiśmy dopiero 2,5 ha pszenicy, na resztę pól nie można wjechać, bo jest tak mokro. Z trudem skosiliśmy tegoroczne zasiewy, zostało 0,5 ha nieskoszonego pszenżyta.

Czy uzyskali Państwo jakąś pomoc w tej sprawie?
Do urzędu gminy składaliśmy wniosek, była komisja, ale zaoferowane wsparcie było w przypadku ubiegania się o kredyt.

Z jakimi jeszcze problemami się Państwo borykają przy uprawie?
Pole mamy w jednym kawałku, jednak co roku siejemy 3 różne uprawy. Dlatego, że jest ono bardzo zróżnicowane, np. w jednym miejscu jest sucho, w drugim stoi woda. Dodatkowo rowy, z którymi sąsiaduje nasze pole są nieczyszczone. Dopiero teraz, raptem od kilku dni słyszę, że jeżdżą koparki i je pogłębiają. Do tego dochodzą szkody powodowane przez bobry. Jest zgoda na odstrzał, ale dla myśliwych kwota 200 zł za bobra, którego trudno ustrzelić, to za mało i dlatego rzadko się tego podejmują.

A czy występują u Państwa szkody powodowane przez inne zwierzęta?
Na szczęście pole nie sąsiaduje z lasem i tych szkód powodowanych np. przez dziki jest mało. Za to wspomniane bobry przychodzą i dosłownie się pasą na naszej koniczynie.

Czy i z jakich środków unijnych korzystali Państwo by zmodernizować gospodarstwo?
Skorzystaliśmy ze wsparcia dla gospodarstw niskotowarowych. Za uzyskane pieniądze, po dołożeniu brakującej kwoty, zakupiliśmy ciągnik i potrzebne maszyny rolnicze.

Teraz, po minionym lecie, kiedy każdy „łapał chwilę” i wykorzystywał, że akurat nie pada, poważnie zastanawiamy się nad zakupem kombajnu. Trudno było umówić się na koszenie a kiedy już się to udało, to maszyna stale grzęzła, co przełożyło się na większe zużycie paliwa i koszt usługi koszenia. W tym roku zapłaciliśmy prawie 50% więcej niż w latach ubiegłych.

Czy mają Państwo chwilę dla siebie? Czy zdarza się, że mogą Państwo wyjechać, choć na kilka dni?

Dwaj synowie pracują w Niemczech w systemie 3 tygodniowym. Często namawiają nas na wyjazd oferując swoją pomoc i zastępstwo w gospodarstwie. Wszystkie nasze dzieci, mimo swoich obowiązków i własnych rodzin bardzo o nas dbają. Jednak dni, kiedy nie ma nas w domu jest bardzo mało. A chwil tak tylko dla siebie? Nie, nie mam. Chociaż już wiele codziennych rzeczy sobie odpuściłam, jak np. własny domowy makaron, bez którego kiedyś nie wyobrażałam sobie niedzielnego rosołu (śmiech), to czasu dla siebie nie ma. Bardzo lubię kwiaty i te nieliczne, wolne chwile, spędzam w ogrodzie.

Od 2002 roku pełnię funkcję sołtysa, dodatkowo trzecią kadencję jestem ławnikiem… A to wszystko wiąże się z terminami, których nie można lekceważyć.

Bycie ławnikiem to bardzo odpowiedzialna funkcja. Czy są takie rozprawy, kiedy żałuje Pani podjęcia się tej funkcji?
Na początku tak, teraz już mniej. W swoich ocenach staram się być bardzo obiektywna, zawsze przy oskarżeniu danej osoby patrzę na całokształt, jaka ona jest i co mogło doprowadzić do sytuacji, kiedy weszła w konflikt z prawem. Szczególnie, jeśli chodzi o młode osoby, które wcześniej nie miały problemów. Jestem za tym, by dawać im szansę, bo kiedy młody człowiek trafi do aresztu, do „paszczy lwa”, to trudno znów mu wrócić na właściwe tory.

Widzę, że jest Pani typowym społecznikiem. W jakich strukturach jeszcze Pani działa?
Jak dzieci były małe udzielałam się jeszcze w stowarzyszeniu działającym przy szkole. Teraz, razem z innymi kobietami prężnie działamy przy organizowaniu przeróżnych imprez okolicznościowych typu: festyn rodzinny, dzień kobiet, seniora, nauczyciela, Andrzejki, Sylwester. Wyplatamy wieńce dożynkowe. Wszystko robimy charytatywnie. W 2008 roku, z okazji 730-lecia Łupowa, z budżetu gminy, wybudowana została sala wiejska. Przy Sali mamy dwie wiaty wybudowane ze środków unijnych, boisko do piłki plażowej, z pieniążków „sołeckich” wybudowaliśmy plac zabaw i siłownię plenerową. To mamy super rozwiązane, bo gdy małe dzieci bawią się na placu, starsze rodzeństwo może grać w piłkę plażową, a rodzice korzystać ze sprzętów do ćwiczeń nie tracąc dzieci z oczu. Latem nasza miejscowość kwitnie. Przyjeżdżają do nas rodziny z całej gminy. Co roku, podczas Święta Chleba w Bogdańcu, u nas organizowany jest turniej piłki plażowej. Nagrody dla zwycięzców funduje Starosta Gorzowski – p. Małgorzata Domagała i Wójt Gminy Bogdaniec. O powodzeniu imprezy świadczy choćby to, że rywalizujących ze sobą drużyn, co roku przybywa.

Naszą salę w ciągu roku wykorzystujemy jeszcze do różnych zajęć sportowych. Kiedyś była to zumba, potem ćwiczenia dla seniorów. Do swoich zajęć wykorzystują ją także członkowie Stowarzyszenia „Nasze Kąty”, szkoła i przedszkole. Dbamy o nią bardzo.

Wogóle nasza wieś jest bardzo rozwinięta, ma świetne połączenia komunikacyjne, wszystkie media, w okolicy jest dużo sklepów, blisko stąd do Gorzowa… Brakuje nam tylko kawałka ścieżki rowerowej łączącej Łupowo z Gorzowem, ale o to, już też wniosek został złożony. Teraz czekamy.

Z Pani opowieści wynika, że mieszkańcy są bardzo zintegrowani.
Większość tak. Mamy wspaniałą młodzież, chłopców, którzy bardzo się angażują, np. świetnie dbają o wspomniane boisko. Przychodzą, sprawdzają, pilnują porządku. Mam dla nich za to wielkie uznanie, to bardzo cieszy.

Jak trafiła Pani w struktury Lubuskiej Izby Rolniczej?
Podobnie jak w przypadku kandydowania na stanowisko ławnika, tak w przypadku wyborów do Izby, był to pomysł pani Wójt. To ona mnie do tego namówiła. Jakiś czas się wzbraniałam, aż w końcu przestałam i tak zostałam członkiem Gorzowskiej Rady Powiatowej LIR.

Podczas rozmowy z Panią Wandą pojawił się Pan Antoni, którego poprosiłam o krótką wypowiedź na temat jego hobby.
Gołębie hoduję od ponad 30 lat i gdyby nie synowie, pewnie już bym z nich zrezygnował, ponieważ na przestrzeni lat ich hodowla zmieniła się bardzo, stając się skomplikowaną i czasochłonną. Teraz chcąc uzyskiwać wysokie wyniki, gołębiom trzeba podawać witaminy, szczepionki, specjalną karmę. Codziennie trzeba im poświęcić minimum 2 godziny dziennie. Do tego praktycznie każdy weekend, szczególnie w sezonie, spędzam z gołębiami.

Ile gołębi Pan posiada?
W chwili obecnej jest ich ok. 150 szt. gołębi różnych ras, w tym przywiezione z Anglii, przez synów: Vandenabeele, Ardeny, Roland Janssens.

A jak wyglądają zawody takich gołębi?
Gołębie są wywożone i wszystkie w jednym czasie wypuszczane. W zależności od tego, jaką odległość muszą pokonać dzielone są na różne kategorie: A – krótki lot, B – średni i C – długi dystans powyżej 700 km. Przy czym, przy mierzeniu czasu lotu, liczy się tylko 20% z tych gołębi które jako pierwsze dolecą na miejsce. Te, które dolecą później w ogóle nie są brane pod uwagę. Każdy gołąb ma swój chip i przed każdymi zawodami jest „wprowadzany” do komputera. Chip służy do sczytywania czasu jego lotu. Prędkość, jaką osiąga taki gołąb, to przy sprzyjających warunkach, średnio ok. 100 km/h.

Co radziłby Pan przyszłym hodowcom, osobom, które chciałyby się zająć tego typu hobby?
Niestety, w tej chwili trzeba mieć sporo pieniędzy, żeby móc się tym zająć, no i oczywiście dobry materiał, czyli gołębie od sprawdzonych hodowców. Ale jak we wszystkim często jest to loteria. Przykładowo ojciec i matka osiągają wspaniałe wyniki, i wydawałoby się, że ich potomstwo będzie super. A zdarza się, że wcale tak nie jest.

Dziękuję Państwu za rozmowę. Pani – Pani Wando, życzę dużo zdrowia i sił w dalszej społecznej pracy, i choć nie jestem mieszkanką Łupowa, dziękuję za to, że tak wiele serca i cudownego zaangażowania wkłada Pani w to, co robi. A Panu, dalszych sukcesów w zawodach gołębi.

Aneta Jędrzejko

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!
  Copyright ©2020 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.