Lubuska Izba Rolnicza » Archiwum bloga » CO DALEJ ZE ZWIERZYNĄ NA BYŁYCH OBWODACH ŁOWIECKICH 206 I 207?
Główna » Aktualności, Konferencje, Wyróżnione

CO DALEJ ZE ZWIERZYNĄ NA BYŁYCH OBWODACH ŁOWIECKICH 206 I 207?

Autor: Red. dnia 6 lutego 2019

22 stycznia br. w Lubuskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Kalsku odbyło się spotkanie, które zorganizowała Lubuska Izba Rolnicza. Dotyczyło ono rozwiązania problemu nadmiernej liczebności dzików po tym, jak wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie Wlk. zostały wygaszone obwody łowieckie 206 i 207.

Przypomnijmy. Od kilku lat rolnicy powiatu żagańskiego, których grunty znajdowały się na wspomnianych obwodach,  mieli ogromne problemy z kołami łowieckimi w kwestii szacowania strat w uprawach i płodach rolnych spowodowanych przez zwierzęta łowne. Chodzili, prosili o pomoc, pytali w różnych instytucjach „co zrobić?”, ale nie otrzymali skutecznej pomocy od tych, do których się zgłaszali. W determinacji zwrócili się do sądu o wyłączenie własnych gruntów spod obwodów łowieckich. W listopadzie 2016 roku zapadł, niezrozumiały dla nikogo, wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie Wielkopolskim, który wyłączył całe obwody łowieckie o numerach 206 i 207, będące w dzierżawie KŁ „Diana” Warszawa i KŁ „Wrzos” Zielona Góra, z rejestru administracyjno-łowieckich jednostek gospodarczych. Dzisiejsze Prawo łowieckie nie pozwala, aby Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego mógł na nowo utworzyć tam obwody. I zderzyliśmy się z taką sytuacją, że 13 tys. ha jest niezagospodarowane pod względem łowieckim. Fakt ten powoduje nadmierną liczebność zwierzyny łownej oraz ogromne zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Konsekwencje takiego wyroku ponoszą przede wszystkim rolnicy, ale również wszyscy mieszkający na tym terenie.

Co z tym dalej zrobić?  Nad problemem pochyliły się władze całego województwa.

W spotkaniu uczestniczyli: Zofia Batorczak – Lubuski Wojewódzki Lekarz Weterynarii, Monika Świca-Zielonka – powiatowy lekarz weterynarii w Żaganiu, Jacek Banaszek – łowczy okręgowy PZŁ w Zielonej Górze, Andrzej Skibiński – prezes Okręgowej Rady Łowieckiej PZŁ w Zielonej Górze, Piotr Piertaszkiewicz – naczelnik Wydziału Rolnictwa, Ochrony Środowiska i Budownictwa w Starostwie Powiatowym w Żaganiu, Grzegorz Dłubek – dyrektor Wydziału Gospodarki Nieruchomościami w Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim, Wojciech Kozieja – dyrektor Departamentu Rolnictwa, Zasobów Naturalnych, Rybactwa i  Rozwoju Wsi w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubuskiego, Henryk Dunas – kierownik Wydziału Rybactwa w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubuskiego, Wojciech Grochala – dyrektor RDLP w Zielonej Górze, Marcin Urbaniak – RDLP w Zielonej Górze, Jerzy Bielawski – dyrektor LODR w Kalsku, Roman Frankowski – z-ca dyrektora LODR w Kalsku, Krzysztof Roślik – starszy specjalista ds. zarządzania kryzysowego w LODR w Kalsku, Piotr Szymczak – p.o. kierownik PZDR w Żaganiu., Władysław Piasecki – przewodniczący Lubuskiego Forum Rolniczego, Andrzej Rochmiński – dyrektor LOR ARiMR, Krzysztof Nowakowski – z-ca dyrektora LOR ARiMR.

Lubuską Izbę Rolniczą reprezentowali: Stanisław Myśliwiec – prezes Lubuskiej Izby Rolniczej, Stanisław Madej – wiceprezes LIR, członkowie Zarządu LIR: Alfred Kałuży oraz Czesław Hładki, delegat do KRIR – Tadeusz Swaryczewski, Eugeniusz Dobrowolski i Ireneusz Ganczar – członkowie Żagańskiej Rady Powiatowej LIR. Ponadto uczestniczyli zaproszeni rolnicy: Władysław Galent, Zbigniew Kasperek .

Spotkanie otworzył i poprowadził Stanisław Myśliwiec prezes Lubuskiej Izby Rolniczej, który podkreślił, że najwyższy czas podjąć konkretne działania, aby pomóc miejscowym rolnikom. Nie może być tak, że nikt nie odpowiada za stan zwierzyny,  na terenie byłych obwodów. Właścicielem zwierzyny jest Skarb Państwa, zatem Wojewoda, jako jego przedstawiciel w naszym województwie, powinien znaleźć rozwiązanie w tej wyjątkowej i trudnej sytuacji. Już trwający ponad dwa lata „spokój łowiecki” spowodował, że rolnicy mają tam poważne problemy, a zwierzyna czuje się jak „w rezerwacie”. Wypłacane są ogromne odszkodowania za straty w uprawach i płodach rolnych, a będą jeszcze większe jeżeli nie zostanie przeprowadzony redukcyjny odstrzał zwierząt na tym terenie. Czy naprawdę nie można przeznaczyć części z tej kwoty na odstrzał redukcyjny? – pytał.

Grzegorz Dłubek – dyrektor Wydziału Gospodarki Nieruchomościami w Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim podkreślił, że Skarb Państwa, który bardzo często kojarzy się z Wojewodą to nie tylko i wyłącznie Wojewoda. Zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa, jednakże przepisy ustawy Prawo łowieckie, w art. 7, jednoznacznie mówią, że w zakresie czynności związanych z prawem łowieckim i realizacji zadań administracji rządowej, to zadanie realizuje Samorząd Województwa. Środki przekazywane dla Urzędu Marszałkowskiego są jednak przeznaczone tylko na szacowania i odszkodowania. Niestety przepisy prawa na dzień dzisiejszy nie przewidują żadnej rekompensaty z tytułu odstrzału redukcyjnego. Jest to wielki problem. Wojewoda wystosował już konkretne pismo do ministra środowiska o umożliwienie rekompensaty dla myśliwych za wykonanie odstrzału redukcyjnego, bo jedynym problemem teraz jest strona finansowa.

Drugim rozwiązaniem, aby przeprowadzić redukcję pogłowia dzików mógłby być odstrzał sanitarny, jednak jak wyjaśniła nam Zofia Batorczak – Lubuski Wojewódzki Lekarz Weterynarii na tym terenie powiatowy lekarz weterynarii nie może zarządzić takiego, ponieważ wg prawa wydaje się go wobec istniejącego obwodu łowieckiego. Dopuszcza się odstrzał sanitarny również tam, gdzie nie ma obwodów łowieckich, ale tylko w przypadku zagrożenia chorobą jakie aktualnie jest na wschodzie kraju. Jedyną możliwością redukcji zwierzyny jest odstrzał redukcyjny, który jest po za inspekcją. Leży on w gestii Starosty lub właściwego nadleśniczego – poinformowała.

Do tej kwestii odniósł się przedstawiciel Starostwa Powiatowego w Żaganiu – Piotr Pietraszkiewicz. Przedstawił zgromadzonym, iż istotnie wpłynął do urzędu wniosek od  powiatowego lekarza weterynarii z prośbą o dokonanie odstrzału redukcyjnego z art. 45 Prawa łowieckiego. Po zasięgnięciu opinii w PZŁ w Zielonej Górze pojawił się jednak problem rekompensaty dla myśliwych za jego wykonanie. Ani Wojewoda, ani Marszałek nie mają możliwości wypłacenia takich rekompensat, dlatego zostało wystosowane pismo do Ministra Środowiska o jakąkolwiek możliwość wsparcia finansowego w tym zakresie. Odpowiedzi na razie nie ma. Wydanie decyzji o odstrzale to kwestia maksymalnie dwóch tygodni, jednak zanim to nastąpi musi być ustalona przede wszystkim kwestia finansowa oraz bezpieczeństwo ludności. Tej drugiej kwestii podejmie się PZŁ. Starosta jednak nie może finansować rekompensaty odstrzału dla myśliwych. W tej kwestii wypowiedziały się już jednoznacznie Sąd Naczelny Administracyjny i Wojewódzki. Starosta żagański skierował również pismo do ministra środowiska z zapytaniem kiedy można się spodziewać zmian  w ustawie Prawo łowieckie, tak aby Marszałek mógł na nowo ustanowić obwód łowiecki. Tym bardziej, że Starostwo otrzymało pismo podpisane przez pięciu sołtysów wsi, w którym informują oni o problemach związanymi z coraz większą liczebnością dzików i powstających zagrożeniach. To pismo również zostało przekierowane do Ministra Środowiska, Wojewody Lubuskiego i Marszałka.

Łowczy Okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Zielonej Górze – Jacek Banaszek potwierdził, iż istotnie przy tego typu odstrzale najważniejsze jest bezpieczeństwo lokalnej społeczności i myśliwych, którzy mieliby dokonać odstrzału.  Niezbędna jest współpraca z lekarzem weterynarii, ponieważ przy takim zagęszczeniu dzika, który dodatkowo wchodzi na teren miasta Żagań jest prawdopodobieństwo, że możemy się natknąć na włośnicę. Nie mówiąc o zasadach bioasekuracji, które na chwilę obecną są dedykowane i zalecane w całej Polsce. Ilość dzików do pozyskania na tym terenie jest pokaźna. Może to być 500, 700, a może nawet 900 sztuk. Trudno dziś zliczyć jakie faktycznie jest pogłowie i jak duża musi być redukcja. Myśliwi nie będą w stanie zagospodarować takiej ilości tusz na użytek własny. Muszą być uruchomione skupy. Nie mówiąc już o całej technicznej stronie: nadzorowania i wydawania upoważnień do odstrzału redukcyjnego, wyznaczenia rewiru na podstawie funkcjonowania, kiedy te obwody miały swoją ważność itd. Ponadto wiąże się to z funkcjonowaniem przez całą dobę myśliwych oraz punktów skupów. PZŁ usiłował zaskarżyć wyrok, jednak bezskutecznie. Gdy pismo trafiło to do pana Wojewody, już w tym momencie było zaskarżone przez ugrupowanie ekologów do rzecznika praw zwierząt. Na dziś  odstrzał choćby 200-300 dzików da mieszkańcom i rolnikom ulgę, a na pewno hodowcom trzody chlewnej. Część dzików rozpierzchnie się na sąsiednie obwody, które funkcjonują na normalnych zasadach. I ta redukcja się dokona, bo zwierzyna odczuje presję. W tej chwili „rezerwat”, jaki się wytworzył nie jest bezpieczny dla ludzi. Stwarza sytuację, w której dziki mogą podchodzić pod osady ludzkie. Dodatkowo mroźna pogoda spowoduje, że dziki będą podchodziły w pobliże dróg komunikacyjnych, gdzie znajdą zasolone żołędzie. Poprzez sól zmiękczone są także pobocza, które dziki mogą buchtować. To stwarza kolejne zagrożenia. Jeżeli redukcja nie nastąpi wzrost populacji będzie rósł w ogromnym tempie ponadto brak sytuacji, w której zwierzyna musi się przemieszczać powoduje, że nawet w małych enklawach śródpolnych mogą przebywać całe watahy. Odstrzelenie jednej sztuki powoduje rozpierzchnięcie się stada i wydłuża czas jego powrotu w to samo miejsce. Jeśli będzie decyzja starostwa i będziemy znali warunki co zrobić z tuszami, znajdą się zainteresowani myśliwi, którzy będą realizowali odstrzał redukcyjny. Jako PZŁ chętnie zajmiemy się stroną techniczną. Najważniejsze jest, aby z tragedii na gruntach rolnych nie doszło do tragedii życiowej ludzi. Jestem przekonany, że takie rozwiązanie będzie miało odzwierciedlenie w ilości szkód łowieckich – podsumował.

W imieniu rolników będących na sali Alfred Kałużny – członek Zarządu LIR zaapelował do instytucji obecnych na sali: chcemy zebrać plony swojej pracy, nie jesteśmy zainteresowani odszkodowaniami. Na nich zbyt wiele tracimy. Macie ten przywilej, że tylko wy – myśliwi możecie strzelać do zwierzyny. W innych państwach jest inaczej. Tam właściciele gruntu też mają coś do powiedzenia.

Jak słusznie zauważył Tadeusz Swaryczewski – delegat do KRIR dzisiejsze Prawo łowieckie nawet nie pozwala rolnikom wypłoszyć zwierzyny z własnego pola. Jesteśmy jedynym państwem na świecie, gdzie właściciel mając uprawnienia myśliwskie nie może polować na własnych gruntach. Więcej – zaznaczył – nie ma nic do powiedzenia. W Niemczech, czy w Czechach nie ma sporów o odszkodowania, a w sądzie taka sprawa trafia się raz na 5 lat.

Następnie głos zabrał Andrzej Skibiński – prezes Okręgowej Rady Łowieckiej PZŁ w Zielonej Górze. Prawo jest takie, jakie jest i musimy je szanować – rzekł. W swej wypowiedzi zaznaczył, iż spotkanie zostało zwołane w celu rozwiązania problemu na byłych obwodach 206 i 207, na których nie ma dziś możliwości przywrócenia gospodarki łowieckiej ze względu na obowiązujące przepisy. Zaproponował, aby wystosować pismo do właściwego ministra o jak najszybsze wydanie nowego Rozporządzenia. Mając na uwadze, że ten proces będzie trwał, poprosił o doprecyzowanie modelu pozyskania zwierzyny z tego terenu. Uważam, – rzekł – że powinno być ono zadaniem zleconym, skoro nie ma obwodu. Musimy iść w kierunku poszukiwania źródła dofinansowania operacji, bo z tym wiążą się określone wydatki, które muszą być poczynione przez myśliwych.

Jak ogromny jest problem z liczebnością dzika świadczy fakt, iż gdy jeden z rolników przebywających na sali zadał pytanie o czas potrzebny do zredukowania zwierzyny i zbliżenia się do 1 szt. na km kwadratowy, nikt nie potrafił udzielić odpowiedzi.

Podsumowując spotkanie Stanisław Myśliwiec prezes LIR wyraził nadzieję, że zebrane dziś instytucje postarają się zrobić co w ich mocy, aby wykonać na terenie byłych obwodów 206 i 207 odstrzał redukcyjny. Podkreślił, że prawo nie przewidziało sytuacji jaka się wydarzyła, a mianowicie całkowitego wyłączenia obwodów spod gospodarki łowieckiej. Musimy pomóc rolnikom gospodarującym na tym terenie, dlatego wystosujmy odpowiednie decyzje, a jeżeli zatrzymają nas przepisy – dodał – pokażemy do ministerstwa, że my w województwie potrafimy zareagować i znaleźć rozwiązanie, tylko potrzebujemy narzędzi w formie prawa umożliwiającego realizację naszych rozwiązań. Na koniec zaapelował, aby Starostwo Powiatowe w Żaganiu zrobiło pierwszy krok i wydało w tej sprawie decyzję.

  A. Słowik

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!
  Copyright ©2019 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.