Lubuska Izba Rolnicza » Archiwum bloga » SPÓŁDZIELNIA IDZIE Z DUCHEM CZASU
Główna » Aktualności

SPÓŁDZIELNIA IDZIE Z DUCHEM CZASU

Autor: Red. dnia 20 stycznia 2009

Bogusław Pietrow

W „Rolniczym Pulsie” przedstawialiśmy naszym czytelnikom rolników indywidualnych, hodowców zwierząt, producentów zbóż, zasłużonych dla lokalnych społeczności i innych. Tym razem bohaterem niniejszego tekstu jest Pan Bogusław Pietrow – Prezes Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej  „Nowa Wieś” w Golicach. Pan Bogusław mieszka w Słubicach a z wykształcenia jest inżynierem rolnikiem. Bohater naszej rozmowy jest bardzo czynnym i aktywnym człowiekiem, pełniącym wiele funkcji. Oto najważniejsze z nich: Członek Zarządu Lubuskiej Izby Rolniczej, przewodniczący Słubickiej Rady Powiatowej LIR, Członek Rady Krajowego Związku Rewizyjnego Rolniczych Spółdzielni Produkcyjnych,  Prezes R S P „NOWA WIEŚ” w Golicach oraz Członek Rady Banku Spółdzielczego. Pan Pietrow jest także zapalonym myśliwym, działającym w Kole Łowieckim „DROP” w Zielonej Górze. Niestety, ostatnimi czasy brak mu wolnego czasu na to wybitnie męskie hobby. Małżonka prezesa Pani Regina pracowała jako nauczycielka w szkole a obecnie jest na emeryturze. Państwo Pietrowowie mają dwóch synów – starszy Leonard, młodszy Bartosz, którzy ukończyli już studia i  pracują. Pan Bogusław i Pani Regina są już szczęśliwymi dziadkami – niedawno przyszła na świat wnuczka Nela. Panie Bogusławie, jak to było z powstaniem spółdzielni?

Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna w Golicach powstała w 1961 roku a założycielami było 8 rolników. Pierwszym Prezesem spółdzielni został mój ojciec – Leonard Pietrow. Ojciec kierował spółdzielnią do 1988 roku, czyli do chwili przekazania jej sterów mnie. Szczęśliwie prezesuję już spółdzielni 20 lat. Początki spółdzielni były, jak to w tamtych czasach, trudne.  Wspólną była tylko produkcja roślinna a hodowlę prowadzono tylko na działkach przyzagrodowych. Początek lat 70-tych to boom w budownictwie, w tym też na budownictwo rolnicze. Zaczęło powstawać wiele dużych obór i chlewni. Nasza spółdzielnia nie pozostała w tyle. Na pierwszy ogień poszła hodowla bydła. Zaczęliśmy od budowy obory a w drugiej kolejności jałownika. W najlepszym okresie mieliśmy 500 sztuk bydła. Z czasem przyszła pora na budowę chlewni. Hodowaliśmy w nich nawet do 5000 sztuk trzody chlewnej w cyklu zamkniętym. Obecnie produkcję zwierzęcą zdecydowanie ograniczyliśmy. Przyczyną tego stanu rzeczy jest przede wszystkim nieopłacalność produkcji trzody chlewnej jak i typowe „polskie piekiełko”. „Życzliwi” nam sąsiedzi, którym przeszkadzały zapachy docierające z chlewni rzucali nam wiele kłód pod nogi. Normą były różnego autoramentu kontrole i inspekcje, które napsuły nam dużo krwi. Oczywiście inspekcje nic negatywnego nie stwierdziły, ale nasz zapał do produkcji świńskiej skutecznie został wyhamowany. Ostatecznie w 2008 roku zrezygnowaliśmy z produkcji trzody chlewnej. Dzisiaj podstawą naszej hodowli jest bydło mleczne i mięsne, którego mamy w granicach 450-500 sztuk. Ważnym elementem naszej działalności jest produkcja roślinna, która od lat 70-ch była ukierunkowana pod utrzymywaną hodowlę. Spółdzielnia zaczynała od 100 ha gruntów rolnych. W 1989 roku, gdy ja przejąłem kierowanie spółdzielnią było ich 800 ha. Od tego czasu powierzchnia gruntów wzrosła do 1600 ha. A co do opłacalności produkcji, to wszyscy wiemy jaka jest w tym roku..

Jakie rasy bydła hoduje „golicka spółdzielnia”?

Mamy HF mleczne, które w  ponad 50%  kryte są rasami mięsnymi limousine.

Jak duża jest produkcja mleka?

Mamy 150 krów mlecznych i rocznie od sztuki doimy ok. 6 tys. litrów mleka, czyli roczna produkcja mleka to około 900 tys. litrów. Nie jest to porażająca wydajność. Wynika ona jednak z faktu, że nie karmimy dużo paszami treściwymi i koncentratami. Staramy się stosować pasze objętościowe.

Jakim sprzętem dysponuje spółdzielnia?

Nasz park maszynowy jest dość bogaty. Z najważniejszych maszyn i pojazdów to: trzy kombajny zbożowe firmy John Deer, sieczkarnia porowa John Deer, ciągniki Ursus różnej mocy, ciągnik Case, ciągniki JCB tzw. żółtki amerykańskie, ciągnik siodłowy DAF z różnymi naczepami, wywrotką, platforma i beczką, którą wykonujemy usługi z zakresu przewozu nawozu w płynie. Posiadamy także samochody dostawcze: dwa mercedesy-chłodnie, którymi dostarczamy towar do sklepów. Mamy, oczywiście, też cały sprzęt do upraw.

Sklep przy spółdzielni

 A jak wygląda współpraca z zachodnimi sąsiadami?

Jeszcze za czasów DDR-u z powodzeniem współpracowaliśmy z Niemcami. Podstawą ich działalności rolniczej były spółdzielnie produkcyjne, które współpracowały z nami. Odwiedzaliśmy się i przyjaźniliśmy. Nasi ludzie nawet tam pracowali, za co w zamian oni użyczali na sprzęt. Bardzo dobrze się nam współpracowało i kooperowało. Dziś jest inaczej. Spółdzielnie zlikwidowano a nieruchomości przejęli rolnicy indywidualni. Współpracujemy z nimi ale już bardziej na dystans. Odwiedzamy się, podpatrujemy lecz nie ma już takiej sąsiedzkiej współpracy popartej koleżeństwem i wzajemną pomocą.

Jak wygląda sytuacja spółdzielni w kontekście dopłat unijnych?

Na dzień dzisiejszy jeszcze nie mamy dopłat. Mamy za to karę, że pracujemy pod nazwą Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna. Nazwa ta ma, niestety, negatywne skojarzenia w środowisku. Chociaż tłumaczymy, że RSP to nie jest twór komunistyczny, bo spółdzielnie były już przed wojną i też obecnie są na Zachodzie. Spółdzielnie były, są i będą, ponieważ ułatwia to rolnikom konkurowanie z rolniczymi potentatami. Słowo spółdzielnia, dzięki czasom socjalistycznego dobrobytu jest teraz synonimem rolnictwa kolektywnego, w złym tego słowa rozumieniu. Przez nazwę RSP mieliśmy wiele przykrości. Przykładem tego jest złe traktowanie nas przy prywatyzacj Państwowych Zakładów Tłuszczowych. Byliśmy pozbawieni możliwości uczestnictwa w prywatyzacji. Jednak uważam, że dziś jest już lepiej a sytuacja normalnieje. Wierzymy wszyscy, że będzie jeszcze lepiej. Ale dopłat nadal nie mamy.

W sklepie można zaopatrzyć się w produkty prost ze spółdzielni

Ile osób jest zatrudnionych w spółdzielni?

Spółdzielnia zatrudnia ponad 70 osób. Specjalizujemy się w produkcji roślinnej. Mamy około 1600 ha ziemi a w sumie uprawiamy 2000 ha. 200 ha dzierżawimy od jednego właściciela – od parafii rzymskokatolickiej, która swoje biuro ma w Zielonej Górze. To do stolicy regionu jeździmy podpisywać umowy na dzierżawę. Jak już mówiłem nasza produkcja zwierzęca to bydło. Zajmujemy się też przetwórstwem mleka i mięsa oraz ubojem bydła. Produkujemy różnego rodzaju wędliny, mleko pasteryzowane, twaróg, śmietanę i kefir. Teraz naszym hitem będzie kefir produkowany z tzw. grzybka tybetańskiego, który ma właściwości lecznicze. Całą tą produkcję sprzedajemy we własnych 7-miu sklepach położonych od Słubic do Kostrzyna.

Czy zatrudnia Pan obcokrajowców?

Na razie nie zatrudniamy  obcokrajowców, chociaż różnie może być. Sześć lat minęło od podpisania pierwszego porozumienia w sprawie budowy farmy wiatrowej. Tak długo musieliśmy pokonywać mnożące się trudności i przeszkody. Teraz wiemy już na pewno, że budowa farmy rozpocznie się w Golicach w tym roku. Będzie to 18 wiatraków – średnio po 2MW . Farma wiatrowa będzie więc wytwarzać ponad 36 MW czystej energii elektrycznej   średnio, także ponad 36 MW będzie wytwarzanej energii. Myślę, że jest to dobry moment aby przestrzec ewentualnych chętnych do budowy elektrowni wiatrowych na swojej ziemi. Farmy wiatrowe są na topie, to czysta i odnawialna energia. Należy jednak bardzo uważać przy podpisywaniu umów na dzierżawę ziemi  pod farmy wiatrowe. Inwestorzy farm wiatrowych zakładają tyle pułapek w umowach, że bez pomocy prawników i ludzi, którzy już to przerabiali lepiej ich nie podpisywać. Uważam, że nie można podpisywać umowy, która przekracza 28 lat. Przez taki kruczek dzierżawca ziemi, najczęściej właściciel farmy wiatrowej przez zasiedzenie może przejąć nasze grunty. Trzeba też pamiętać, żeby podatek od tych budowli, odprowadzany do gminy, płacił nadal właściciel gruntu, na którym będą stały wiatraki. Płacony podatek wyeliminuje  ryzyko zasiedzenia. Trzeba się także zabezpieczyć na okoliczność nieterminowej zapłaty za dzierżawę. Owszem, jest to spore ryzyko ale zysk może być też bardzo duży.

Wiemy, że interesuje się Pan energią odnawialną. Proszę powiedzieć coś na ten temat.

Energia odnawialna to jest mój konik. I chyba zaraziłem tym tematem syna, bo pisał pracę magisterską na temat energii odnawialnej na Akademii Rolniczej w Szczecinie. Uważam, że to przyszłość. Jako firma zrezygnowaliśmy z hodowli świń i trzeba gdzieś szukać innego źródła dochodu i możliwości zatrudnienia. Obecnie prowadzimy rozmowy na temat wiatraków z demontażu o mocy 450 kW i 600 kW. Są one bardzo zaawansowane. Mamy nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Rozmawiam też o biogazowniach. Zastanawiamy się też nad produkcją peletów lub brykietów z odpadów ze słomy czy z gorszego siana z użytków zielonych, które się nie nadają dla zwierząt.

Co Pan myśli na temat Grup Producentów Rolnych?

Pierwsze przepisy o grupach producenckich i o założeniu tych grup były bardzo niekorzystne. Po niezbędnych poprawkach jest zdecydowanie lepiej. Jestem zdania, że to jedyna droga dla polskich rolników. Mały rolnik nie ma siły przebicia. Grupa producencka umożliwia korzystniejszy zbyt przy większej produkcji, różnego rodzaju dotacje i subwencje, możliwość zakupu środków produkcji po niższych cenach. Postanowiliśmy więc utworzyć u nas grupę producencką. Możliwe, że połączymy to z produkcją energii odnawialnej.

Maszyny należące do spółdzielni

Proszę powiedzieć coś więcej na temat grupy Leader + i jej działalności na tym terenie.

Leader + jest u nas zawiązany i program przeszedł już pierwszy etap. Byłem członkiem zarządu pierwszego etapu. Po pierwszym etapie były spotkania i zmieniły się władze. Teraz  członkiem zarządu został syn a ja jestem członkiem rady. Syn jest u źródła, został bowiem zatrudniony w  Leaderze. Od kwietnia ma ruszyć druga transza środków finansowych na programy. Leader + obejmuje gminy: Cybinka, Słubice, Rzepin, Górzyca, Słońsk i Witnica. Pierwszy rok działalności minął zgodnie i efektywnie. Czas ten poświeciliśmy przede wszystkim na szkolenia z zakresu zasad działania programu i możliwości efektywnego jego wykorzystania.

Czy na terenie powiatu słubickiego rozwija się agroturystyka?

 Przyrodniczym bogactwem naszego powiatu są tereny przyległe do Parku narodowego ‚Ujścia Warty’ z  rezerwatem ptaków. Agroturystyką ma się zajmować właśnie Leader + i promować te piękne okolice. Będziemy zachęcać naszych rolników do tworzenia gospodarstw agroturystycznych. Rolą samorządów lokalnych, Leadera+  będzie pomoc w stworzeniu infrastruktury koniecznej do zachęcenia agroturystów, który musi mieć ścieżki rowerowe, trasy turystyczne i spacerowe, dobrze zaopatrzone wiejskie sklepiki i gospody, miejsca do łowienia ryb. Sami właściciele gospodarstw agroturystycznych nie załatwią wszystkiego. My jako spółdzielnia też uczestniczymy w projekcie budowie ścieżek rowerowych ze Słubic do Kostrzyna, które zahaczają o Golice.

Czy spółdzielnia odczuwa skutki kryzysu finansowego, który przekształca się w ogólnoświatowy kryzys gospodarczy?

Wszyscy to odczuwamy. Nie ma innej możliwości. Banki nam mówią, że nie ma jeszcze kryzysu, ale pozyskanie kredytu jest wielkim szczęściem i dobrodziejstwem. Są przypadki, że dwa miesiące po podpisaniu umowy kupna gruntów banki nie uruchomiły kredytów. Bezpośrednio kryzys jeszcze nas nie dotyczy ale zobaczymy jak będzie dalej. Na szczęście nie współdziałaliśmy z dużymi korporacjami  eksportującymi np. do USA lub krajów zachodnich. Większość naszej produkcji sprzedajemy na rynku lokalnym. Najbardziej cierpią firmy, które nastawiły się na eksport. Zamówienia z zagranicy mocno spadają. Mamy nadzieję, że rynek wewnętrzny nie zmniejszy radykalnie zamówień i takie firmy jak nasza spokojnie przetrwają zawirowania rynku.

Jak by Pan podsumował rok 2008?

Niestety, bardzo krytycznie. Pracuję w tej spółdzielni od 1971 roku i nie pamiętam tak niepewnego roku jak 2008. Optymizm na wiosnę był ogromny. Łudziliśmy się, że będzie wszystko bardzo dobrze, że efekty pracy rolnika będą miały wysoką cenę. Stało się inaczej. Środki produkcji poszły bardzo mocno do góry. Dla przykładu bardzo dużo wydaliśmy na środki ochrony roślin, na nawozy.  Jakby było tego mało przyszły susze i  rolników dobiły.             A  plony jakie były to wszyscy wiemy. Od żniw  cena zboża bez opamiętania leciała w dół. Teraz wszystko stoi i ani myśli drgnąć w górę. Żyto jest po 330 zł, pszenica  po 420zł, rzepak po 1100zł. Nie są to ceny, które pozwalają na opłacalność, nie mówiąc o pełnym zadowoleniu rolników. Mleko na wiosnę kosztowało 1,40zł a dzisiaj sprzedajemy je hurtowo w cenie 0,90zł. To jest duża obniżka. Opłacalna jest teraz chyba tylko produkcja bydła opasowego. Ale bez szaleństwa, utrzymuje się w rozsądnej normie. Jeżeli taki rok się powtórzy to wielu rolników znajdzie się pod kreską. Przykładem marszu w dół w produkcji rolnej niech będzie fakt, że na dzisiaj połowa rolników nie kupiła nawozów. Trudno im się dziwić, bo jeżeli zainwestowali w produkcję a nie sprzedali, to teraz kosmiczne ceny nie pozwalają na zakupy nawozów, środków ochrony roślin itd.. Kwadratura koła.

Jak postrzega Pan efekty krajowej polityki rolnej i na ile była ona pomocna rolnikom w ubiegłym roku?

Według mnie Krajowa Polityka Rolna realizowana jest trochę opieszale. Jestem przekonany, że za późno zahamowano import zbóż. Wiosną mówiono nam, że płodów rolnych brakuje a później okazało się, że jest ich za dużo. Mam duże pretensje o to, że nie ruszyła produkcja biopaliwa i w dalszym ciągu etanol nie jest produkowany tak jak miało być a koncerny naftowe kupują go za zagranicą. Firmy paliwowe dostają subwencje za sprowadzenie biopaliwa moim zdaniem te subwencje powinny być przyznawane za produkt tylko polski.Obecnie nie jest szanowane prawo własności rolnika.Słupy energetyczne stoją na polu  przeszkadzają w pracy na dodatek rolnik płaci za zajętą powieszchnię podatek do gminy.Nie są rozwiązane szkodu wyrządzone przez bobry budujące tomy wodne zalewające pola uprawne  i dzikie gęsi,które tysiącami siadają na obsiane  pola oziminami, napewno nie dla odpoczynku.  Przepisy w tej dziedzinie powinny być ponownie przeanalizowane z korzyścią dla polskiego rolnika.

Czy wieś Golice jest aktywna?

Jest to bardzo prężna wieś. W gminie Słubice należy do największych i najlepiej rozwijających się. Dla potrzeb mieszkańców wydzieliliśmy kilkadziesiąt działek budowlanych. Powstają nowe budynki mieszkalne nowe ulice Zaczęto zwracać większą uwagę na wygląd i estetykę swoich posiadłości i całej wsi. .

Czy widziałby się Pan w innym zawodzie?

Byłem skazany, dzięki ojcu, na pracę tutaj i trudno mi się do tego odnieść. Mam wiele zainteresowań, ale czy widziałbym się w innym zawodzie? Trudno powiedzieć. Interesuję się sportem, mechaniką, energią odnawialną. Wiele rzeczy próbuję robić sam i myślę, że nie zabraknie mi pola do popisu. W tajemnicy powiem, że moim największym, młodzieńczym marzeniem było zostać pilotem. Stało się inaczej. Jednemu z moich braci prawie się to udało, bo trafił do lotnictwa, ale pracował w nawigacji. Generalnie niczego w moim życiu nie żałuję, choć czasami przyśni mi się, że siedzę za sterami śmigłowca.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Słowik

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!
  Copyright ©2018 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.