Główna » Małowscy Zofia i Zenon

Małowscy Zofia i Zenon

ZARZĄDZANIE „NA SWOIM” TO DZIŚ SZTUKA

Państwo Zenon i Zofia Małowscy prowadzą gospodarstwo rolne we wsi Gębice gm. Trzebiechów. Oboje ukończyli Technikum Hodowlane w Bobowicku ze specjalizacja technik hodowca zwierząt. Mają czworo dzieci: dwie córki Renatę i Beatę tegoroczną maturzystkę oraz synów Grzegorza i Mariusza. Pan Zenon jest delegatem LIR I i III kadencji.

Jaka była geneza powstania gospodarstwa?

Zaczęło się w ten sposób, że po skończeniu technikum byłem na praktykach zawodowych w kombinatach rolnych i nie spodobał mi się, przede wszystkim, sposób zarządzania. Więc postanowiłem wrócić do domu, do ojca na gospodarkę. Początkowo pomagałem następnie przejąłem: było 14 ha ziemi, 6 sztuk bydła, 5 macior, 3 konie i sprzęt konny. W 1979 roku wspólnie z żoną kupiliśmy pierwszy ciągnik. Na początku w 1977 roku jeszcze z ojcem gospodarzyłem. Moda była na specjalizacje w trzodzie chlewnej, ale po roku wszedł pomór świń wszystkie ponad 300 świń zostało zabrane w jeden dzień i dostaliśmy zakaz chowu trzody chlewnej przez dwa lata. W ten sposób zakończyła się specjalizacja.

Jaki jest ogólny areał gospodarstwa?

W tej  chwili własnościowych gruntów posiadam 71 ha, z dzierżawami  ok. 112 ha, a w ubiegłym roku syn dostał ode mnie trochę gruntów i dokupił sobie 37 ha jako młody rolnik.

Najsłabsza bonitacja gleb ze 120 ha fizycznych jest 81 przeliczeniowych! Mam VI klasę, ale  jest i nieco III klasy. Są to trudne  ziemie zalewowe i mady, także ziemia z wierzchu pęka, a jak deszcz popada to buty można pogubić. Jest metrowa warstwa tej mady, a pod spodem podłoże żwirowe, przepuszczalne. Najsłabsze ziemie zalesiliśmy, łącznie 10 ha. W zeszłym roku ponad 3 ha lasu zniszczyła susza i w tym roku na nowo były odsadzane.

A co pan uprawia? Jakie są średnie plony?

Uprawiam wszystkie zboża, doszedł program rolnośrodowiskowy: ochrona wód i gleb, poplony sieję,  co za tym idzie część (prawie 40 %) gruntów  rolnych ornych  jest zasiewane zbożami jarymi i uprawiam 10 ha buraka cukrowego. Jest problem z uprawą buraka.

 W tym roku nie wiadomo do jakiej cukrowni zdamy, wszystkie są poza województwem. Co roku są jakieś zmiany i  kwotę cukrową obcinają. Mam nadzieje zwiększyć ją, ale nie będzie łatwo. Opłacalność teraz się zmienia, ale dzięki  tym dopłatom  jeszcze idzie z tym żyć. I przy naszej obsadzie bydła (ok.70 szt.)- mam dodatkowo pasze w postaci wysłodków buraczanych. Z kukurydzy zrezygnowałem z tego względu, że dopóki istniał SKR to  miał  sprzęt do zbioru. Jest nas tylko dwóch większych producentów bydła na gminie. Sprzęt to jest za droga inwestycja. Bazujemy na sianie, sianokiszonkach i wysłodkach buraczanych.

Czy trudno będzie spełnić wymogi jeżeli chodzi o Dyrektywę Azotanową w gospodarstwie?

Zgodnie z Dyrektywa Azotanową dawka azotu stosowana w ciągu roku w nawozach naturalnych nie może przekraczać 170 kg N/ha. W praktyce ogranicza to wielkość dawki obornika do 40 t na ha, a gnojowicy i gnojówki do 45m3 (45000 litrów) na ha. Według mnie to ta dyrektywa jest bardzo wysoka przeliczając to choćby nawet na mocznik, trzeba by wysiać 4,5 q, żeby osiągnąć tą dyrektywę. W Polsce jest to nierealne, ceny  nawozów są za wysokie.  Trzeba doliczyć jeszcze po 100 zł na polifostkę, a co najmniej 4q trzeba by wysiać/ha. Więc jest to zbyt kosztowne dla rolnika.

A jakim sprzętem państwo dysponujecie?

Ze sprzętem  jest najgorzej. Potrzeby są ogromne. Trzeba się dosprzętowić, bo jak już wspomniałem  sprzęt  kupowałem już nieco zużyty, na przetargach, różnych licytacjach. Wszystko zużywa się, eksploatuje i koszty naprawy są  bardzo wysokie. Trzeba zacząć myśleć o nowym. Programy umożliwiające zakup ze środków unijnych są bardzo piękne, ale trudne do osiągnięcia. Tylko nielicznym udaje się dostać pieniądze.

Produkcja zwierzęca jest drugą specjalizacją w gospodarstwie?

Sama produkcja zwierzęca kształtuje się różnie, tu rynek kształtuje wszystko. W tej chwili jest trzoda. Nie mam bydła typowo mlecznego, są mieszańce opasowe. Posiadam 4 mamki, 6 jałówek z przeznaczeniem na mamki. Było z 20 macior przez ostatnie lata, ale niestabilny rynek daje się producentom trzody  we znaki. Podam przykład: w 1997 roku ODR Kalsk robił mi biznesplan na cenę  4,60złza kg  tucznika, po 10 latach cena zeszła do 3 złotych.  Teraz trzymam tej trzody w granicach 100 sztuk. Zejdę do 5 macior i tak w tych granicach będę się trzymał. Pomieszczenia są i są jeszcze klienci na prosięta.

Czy duże szkody są wyrządzane przez zwierzęta leśne?  

Dziki mamy prawie na podwórku.  Z kołem łowieckim żyję w zgodzie od trzech lat. Nie mam żadnych szkód. Wcześniej były drobne, ale sobie z nimi poradziliśmy i dogadaliśmy się z kołem łowieckim. Potem pomogli mi ogrodzić pola i zwierzynę mi przepłaszali. Teraz już część jest ogrodzona , więc zwierzyna nie może tak łatwo przejść.

Jak wygląda współpraca z samorządem gminnym?

 Jestem sołtysem Gębic. A dziś lepiej być sołtysem jak radnym, bo radny teraz jest bezradny. Jako sołtys udało mi się wywalczyć małe rondo i asfalt dla wsi. Pocisnąłem gminę i się udało. Zorganizowaliśmy gminne dożynki we wsi. Mimo, że wieś nie jest liczna udaje się organizować i inne imprezy np. na powitanie lata w noc świętojańską,  pokaz pieczenia chleba, itp.    

A jakie inwestycje planujecie Państwo w najbliższy czasie?

Marzeniem byłby nowy kombajn i porządny ciągnik. Trzeba wymieniać sprzęt na nowszy technologicznie. Jeden syn to cały czas siedzi w garażu i  naprawia,  jest po szkole mechanicznej, więc świetnie sobie radzi. Mam z jego strony dużą pomoc. Niezbędna inwestycja to również mechanizacja obory, usuwanie obornika, bo to najbardziej pracochłonne. Agregaty uprawowe mam, ale one są wystarczające jak na dzień dzisiejszy. Trzeba zacząć myśleć o innym systemie uprawy. Dzisiaj wchodzi system bezorkowy. Sam nigdy tego nie robiłem, ale obserwuję sąsiadów, którzy to robią i w jednej dziedzinie jest to lepsze, bo dużo zaoszczędza się paliwa i energii, czasu, ale jak w jednym temacie się zaoszczędzi to w drugim trzeba stracić. Strata jest na większej ochronie zbóż. Wchodzą większe choroby, większe zagrożenie jest chwastów.

A czy jest jakiś następca? Czy dzieci widzą się na wsi  czy chcą uciec do miasta?

Syn został na gospodarce chociaż chciał iść w całkiem innych kierunkach. A po odbytym stażu wrócił  i gospodarzy. Ciężko jest z funduszami, nie kwalifikuje się jako młody rolnik. Więc już nie może liczyć na dodatkowe fundusze z PROW na ten cel.

 Czy jest tutaj problem z zakupem ziemi?

Głodu ziemi  tu nie ma w zeszłym roku każdy kto był chętny mógł nabyć. ANR wydzieliła 240 ha ziemi na przetarg ograniczony.  Agencja ma jeszcze do dyspozycji  pojedyncze działki lub wydzierżawia.

A co według pana rolnik powinien robić, aby znaleźć opłacalność w rolnictwie?

Najbardziej opłacalne to będzie jak on pójdzie na rentę strukturalną i zachowa ziemie -(z przekąsem stwierdził pan Zenon). Brak stabilności cen na rynku. Gdyby była stabilność cen, to można wtedy coś zaplanować. Jak np. dzisiaj jest ta cena 3,20zł za trzodę to niech będzie to 3,20zł , ale niech ta pasza wtedy kosztuję 500zł a nie 1000zł. Przekalkuluję wtedy czy mi się to opłaca. A jak ta cena ciągle ulega zmianie to jak tu oszacować opłacalność? Materiał siewny jaki teraz drogi. Coraz mniej opłacalne staje się rolnictwo. Ludzie z miasta krzywo patrzą na dopłaty, ale nie rozumieją tego, że żywność by była droższa gdyby nie  dopłaty. Jak przychodzą ludzie pomóc rolnikowi to trochę popracuje i ma dosyć. A rolnik pracuje  w sobotę, niedzielę, jak trzeba  to i w święta,  a przejście na emeryturę jest w tym samym czasie co u zwykłego pracownika. A do tego jak ktoś ma produkcje to nie pojedzie na tydzień na Majorkę, bo musi pilnować upraw, nakarmić zwierzęta. A nawet jak on wyjedzie to rodzina musi zostać, aby dopilnować wszystkiego. Więc co to za wczasy samemu.

Jak  porównuje Pan gospodarstwa nasze  i starej  15-stki UE?

Znam takiego rolnika stamtąd, który dziwi się jak my długo jeszcze za te 500zł możemy pogospodarzyć. On mówi, że dawno z taką dopłatą  w Niemczech by gospodarstwa nie utrzymał. Zachód się boi co będzie jak oni odstąpią od tych dopłat, a nawet jak już je zmniejszą. Reforma jest potrzebna, ale z głową. Trzeba określić Polsce co to jest gospodarstwo rodzinne, czy to jest gospodarstwo, które ma 10-20  ha  czy  więcej Wg mnie to gospodarstwo, które nie produkuje na rynek nie powinno nazywać się gospodarstwem. To jest gospodarstwo socjalne. Kto produkuje na rynek powinien dostać więcej dopłat. 

Jak wygląda melioracja na tym terenie?

Problem jest w tym, że jak nie ma wody to nie potrzebna melioracja i tą droga poszli rolnicy. I od kilku lat zwłaszcza zachód jest nawiedzany suszą, więc rozwiązali spółkę wodną trzy lata temu. Teraz największym problemem  jest okres wiosenny. Państwowy kanał jest nieczyszczony i woda zalewa pola. Nie ma dużego problemu z wodą opadową, ale jak jest  drożny kanał to problem zalewania pól jest znikomy.

Czy widziałby się Pan w innym zawodzie?

Nie! Jak ktoś nie umie z ziemią rozmawiać to nie umie na niej gospodarzyć. Bo  ziemia odwdzięczy się później. Człowiek się przyzwyczaił i gdzie lepszy widok będę miał jak tutaj? Lepiej usytuowanego gospodarstwa bym nie znalazł. Wyjrzę za okno i wszędzie dookoła widzę swoje pola.

A Pani widziałaby się w innym zawodzie, nie jako żona rolnika?

Na pewno nie chciałabym pracować jako urzędnik i mieszkać w mieście, mam siostrę, która mieszka w wieżowcu i uważam, że żyje się tam jak w klatce dla królików. Nie ma przestrzeni, gdzie wyjść, wywiesić prania, siedzi się w czterech ścianach. Pewnie, że ma wygody nie musi w piecu palić, drewna nosić i ma czyściejsze życie. Ale mi moje życie bardziej odpowiada.

Co trzeba zrobić, aby wieś żyła aktywnym życiem?

Przede wszystkim zwiększyć i unowocześnić mechanizację prac by ulżyć kobiecie. Tak samo jak w miastach infrastruktura powinna być poprawiona. Powinny być organizowane spotkania, które pokazywały by jak pozyskiwać środki unijne. Teraz to każdy żyje swoim życiem. Czasy się zmieniają i teraz często jeden z drugim nie rozmawia bo są pełne ręce roboty. Kiedyś chodziło się do sąsiada na telewizor, a teraz już każdy ma swój to się nie spotyka.

Gdyby nie te dopłaty to naprawdę by było ciężko. Nie przeżylibyśmy w Unii Europejskiej bez dopłat, są one jakie są, ale pomagają. Część poniesionych kosztów rekompensują. Ale czy zwracają nam poniesione koszty? Raczej nie.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: M.Pałys

  Copyright ©2017 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.