Główna » Domagała Celina

Domagała Celina

MŁODZI OŻYWIĄ GOSPODARKĘ

Państwo Celina i Piotr Domagała prowadzą gospodarstwo rolne we wsi Królikowice gm.Bytom Odrz.. Pani Celina jest szefową zespołu „Wierzbniczanki” jest również delegatką Nowosolskiej Rady Powiatowej III kadencji. Małżonek jest sołtysem wsi. Są małżeństwem 30 lat.

Od czego się zaczęło gospodarowanie?

Areał gospodarstwa to 6,90 ha, w tym  60 arów lasu i 1,20 ha łąki.

W Królikowicach mieszkam od dziecka. To jest mój dom rodzinny. Tu się wychowałam, stad chodziłam do szkoły, tu poznałam męża. Gdy zaczęłam chorować dostałam mieszkanie ze spółdzielni w Nowej Soli i mieszkaliśmy tam 5 lat w bloku, ale ciągnęło nas na wieś  i postanowiliśmy z mężem tu zostać. Gospodarstwo po śmierci rodziców  przejęliśmy,  spłaciliśmy rodzeństwo i tak gospodarujemy, obecnie oboje jesteśmy na rencie.

Jaka jest specjalizacja gospodarstwa?

W tym roku mamy 5 ha pszenicy ozimej. Mamy 1 krowę, 1 jałówkę i dwumiesięcznego byczka, wypasamy je na naszej łące. Hoduję drób na własne potrzeby- 50 kaczek, 30 kur, 2 bażanty. Kiedyś mięliśmy jeszcze trzy kozy, mleko  było bardzo zdrowe.

Ziemie są tu bardzo słabe. Mamy tylko  grunty V i VI kl.  Nasze grunty wymagają zimowego przeorania, bo jeżeli się tego nie zrobi to na wiosnę się nie wejdzie. Jest glina, żwir i piach.

Uzyskujemy średnie plony, w tym roku pszenica zapowiada się bardzo ładna. Oby tylko pogoda się poprawiła.

Czy gospodarstwo stanowi główny dochód?

Dochodu z gospodarstwa nie ma żadnego. Mieszkam tutaj ze względu na miłość do ziemi, do wsi i do przyrody. Jesteśmy z mężem rencistami.

Młode kobiety uciekają do miasta. Proszę powiedzieć z czego to wynika?

Tylko miłość do wsi –tylko to może zatrzymać młodych ludzi tutaj. Życie na wsi jest spokojne. Czasem nic się nie dzieje. W mieście jest kino, teatr, są rozrywki różne. Tego brakuje na wsi. Ostatnio słyszy się, że ludzie z miasta uciekają na wieś. Na wsi, jeżeli się chce, to naprawdę można bardzo miło spędzić czas. Potrzebne są tylko chęci i dobra organizacja. Nasza wieś jest bardzo mała, mąż jest II kadencję sołtysem i 5 rok już robimy festyn dla dzieci „Wiwat wakacje” oraz  zakończenie wakacji z grillem,  przychodzą nawet ludzie z sąsiednich wsi, dzieci, młodzież i dorośli. Bawimy się przy muzyce i śpiewie.

Co się jeszcze udało zrobić żeby uaktywnić wieś?

Inwestycji nam brakuje. Piszemy ciągle do burmistrza o środki finansowe na świetlicę. Zebrania robię w domu, wystawiam krzesełka i na dworze siedzimy, gorzej jak jest brzydka pogoda. Mąż zrobił plac zabaw dla dzieci. Mieszkańcy  wsi  w gminie mają troszkę żal, że burmistrz wszystkie pieniądze lokuje w miasto. Ludzie na wsiach też płacą podatki i chcielibyśmy, żeby  na wsiach poprawiało się. Powinno być tak, że z każdej wsi ma każdy coś do powiedzenia. Sami ludzie, chociaż mają chęci nie są w stanie zmienić czegoś co jest w ustawie.

Jest Pani liderką i szefową  „Wierzbniczanek”, ile już lat działa Zespół?

Zespół istnieje już 43 lata, szefową jestem od 8 lat.W Wierzbnicy zespół został założony przez panią Stefanię. Większość mieszkańców wsi Wierzbnica pochodzi z okolic gór z Białki Tatrzańskiej. Są tu i Ukraińcy i Górale. Moje uczestnictwo zaczęło  od 29 lat.  Kiedyś poszłam z siostrą i akurat trwała próba, spodobał się mój głos. Teraz będę obchodziła jubileusz 25 lat śpiewania „Wierzbniczankach”. Śpiewa 16 pań i 5 osób wchodzi w skład kapeli ( 2 akordeony, bęben, puzon i trąbka, Mieliśmy też kiedyś skrzypce).

Stroje zespołu to oryginalne stroje góralskie. W tym roku zakupiliśmy też oryginalny gorset, fartuszek i bluzki. To są bardzo drogie rzeczy ręcznie wyszywane, naturalne kierpce, góralki nam zrobiły nawet skarpetki.

W jaki sposób udaje przyciągnąć panie do śpiewania?

W zespole większość to młodzież. U nas nie ma kłótni. Żyjemy jak rodzina, dlatego zespół tyle lat przetrwał. Spotykamy się na weselach, na imieninach, przeżywamy razem urodziny i imieniny każdej z nas.

Teksty układamy, podpatrujemy. Ułożyliśmy piosenkę o naszej gminie i o swoich korzeniach, mamy też o Ojczyźnie: „Ojczyna to nasza wioska rodzinna, jest milsza jak śpiew słowika, jak maj. Ja wszystko uczynię by była inna, … ”. Wiele naszych tekstów wzrusza wszystkich do łez.

Jakie największe sukcesy odniósł zespół?

W zeszłym roku zdobyliśmy  I m. Złota Fąfarę „Mundurowo na ludowo” w Górzynie. Puzonista również dostał nagrodę. Zostaliśmy laureatami przeglądu w Gościeszowicach. Tą piękną statuetkę przekazałam dla burmistrza.  Reprezentujemy również Polskę za granicą. W Trzcielu na żniwach szparagowych  zdobyliśmy I miejsce.

Jak kobiety radzą sobie z wyjazdami i prowadzeniem domu?

W zespole połowa pań to wdowy. Mój mąż  mawia „używajcie panie świata póki wam jeszcze służą lata”. Najstarsza pani w zespole ma 82 lata, a najmłodsza to moja wnuczka, która ma 7 lat. Mój mąż nie ma nigdy nic przeciwko moim wyjazdom na różne festiwale.

Czy na terenie wsi są problemy ze szkodami łowieckimi?

Są bardzo duże szkody. Koło łowieckie „Orzeł”  chcę pochwalić – sponsorują dzieciom słodycze na festynach. Jednak dziki wyrządzają ogromne szkody, nawet w ogródkach przydomowych. Trzeba także ich zrozumieć przecież zwierząt nie powiążą, zagrodzić też ich się nie da.

Czy planujecie Państwo inwestycje do gospodarstwa?

Mamy ciągnik, mamy podstawowy  sprzęt rolniczy. Jest to paroletni sprzęt. Niedawno postanowiliśmy przekazać nasze gospodarstwo dzieciom. Dla córki i zięcia. Oni są oboje po technikum rolniczym. Postanowiliśmy, niech gospodarują młodzi i odmieniają nasze gospodarstwo. Dzieci się zgodziły. My jesteśmy schorowani. Zięć lubi wieś, ma  20 uli, należy do Związku Pszczelarzy w Bytomiu Odrz. Jest z miasta, ale umie krowę wydoić, zaoorać pole. Młodzi ożywią gospodarstwo.

Jesteśmy w Unii Europejskiej, czy to dobrze?

Jestem bardzo zadowolona. Mamy dopłaty z Unii, możemy przekraczać granicę na dowód osobisty, nie trzeba mieć paszportów. Młodzi wyjeżdżają do pracy, inne państwa pozwalają nam zarobić może i są przeciwnicy, ale widzę więcej korzyści niż wad.

Jaka powinna być polityka społeczna   dla wsi?

Na wsi powinno być więcej aktywnej kultury.  Wieś nie może być tylko sypialnią. Powinny być świetlice, żeby młodzież i dorośli mieli się gdzie  spotykać,  wymienić się doświadczeniami. Powinno istnieć koło gospodyń wiejskich. Potrzebna jest integracja wsi. Po okresie zastoju zaczyna się to zmieniać.

Jakie funkcje społeczne Pani pełni?

Jestem w Stowarzyszeniu Przyjaciół Bytomia Odrzańskiego. Już 6 lat jestem w Klubie Amazonek oraz  kieruję zespołem śpiewaczym. Pełnię  funkcję delegatki w LIR.

Wspomniała Pani, że działa w Klubie Amazonek. Czy może nam Pani coś bliżej o tym opowiedzieć?

Zachęcam wszystkie kobiety do robienia badań, bo jeżeli jest szybko wykryty rak i jeżeli jest  leczony – to można z tym żyć ja już 27 lat żyje z tą chorobą.

W 1980 roku zachorowałam na raka, ziarnicę. Walczyłam jak tylko mogłam. Moja córka  miała 3 latka. Tak bardzo chciałam z nią być. Myślę, że dzięki temu wygrałam z chorobą.  Tak było do 1999 roku. Kiedy to okazało się, że mam guza na piersi. Z początku mówiono, że to nic takiego, że to tylko mała zmiana, zaczęłam się leczyć, wiedząc jakie konsekwencje poniosę zwlekając. Amputowano mi jedną pierś, następnie drugą, ale zawsze byłam dobrej myśli.

Jestem dowodem na to, że można go pokonać. Trzeba być otwartym, bo silna wola i walka może tylko dodać sił. Zwalczyłam go i do tej pory cieszę się życiem.

Dziękuję za rozmowę, daje Pani swoim życiem wspaniały przykład nie poddania się przeciwnościom losu, życzę zdrowia i pogody ducha.

Małgorzata Pałys

  Copyright ©2017 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.