Główna » Bach Bronisław

Bach Bronisław

INWESTYCJE – CIĄGŁA KONIECZNOŚĆ

Państwo Bronisław i Helena Bach prowadzą od 1990 roku gospodarstwo rolne we wsi Boguszyniec gm. Witnica. Usytuowane jest ono w pięknej okolicy pomiędzy dwoma parkami krajobrazowymi. Mają dwóch synów Sebastiana i Tomasza. Sebastian wraz z rodzicami prowadzi gospodarstwo rolne. Posiada wykształcenie potrzebne do pracy w rolnictwie,  skończył technikum rolnicze i studia informatyczne.  Drugi zaś z synów pracuje w budownictwie.  Pan Bronisław jest wiceprzewodniczącym  Gorzowskiej Rady Powiatowej LIR.

            Od czego zaczęło się Państwa gospodarowanie?

Nasze gospodarowanie zaczęło się od tego, że oboje z żoną zostaliśmy wychowani przy rodzicach w gospodarstwach rolnych. To był powód, dla którego chcieliśmy założyć własne gospodarstwo. Pierwsze początki były natomiast inne. Wybudowaliśmy dom w mieście, pracowaliśmy w różnych firmach, ale po „przewrocie Balcerowicza” postanowiliśmy, że zostaniemy na wsi. Przejęliśmy 9 ha od dziadków i to gospodarstwo zaczęliśmy udoskonalać. Kupiliśmy sprzęt i maszyny. Wszystko musieliśmy zaczynać od podstaw. Wybudowaliśmy drugi dom, oborę. Minęło 15 lat zanim zaczęliśmy się dobrze gospodarzyć. Początkowo zaczęliśmy hodować gęsi i małe stadko bydła mięsnego. To były takie nasze początki.

            Jakim areałem państwo dysponujecie i w czym się specjalizujecie?

W tej chwili dokupiliśmy 40 ha ziemi na własność, a razem wspólnie z synem posiadamy132 ha ziemi. W tym 50 ha to ziemia uprawna, reszta to pastwiska i łąki, na których wypasamy bydło. Na tych ziemiach siejemy również zboże często owies na płodozmian, a także kukurydzę na kiszonkę.

Specjalizujemy się w hodowli bydła mięsnego. W tej chwili mamy 70 krów mamek, wspólnie z synem 40 krów czystorasowych, 25 jałówek zacielonych też czystej rasy, a także buhaje zarodowe po linii francuskiej.

 

            Czy hodowla bydła jest rzeczą opłacalną?

Tak. Nie utrzymujemy się z żadnych rent, emerytur. Nie posiadamy innych dochodów. Gospodarstwo jest naszym głównym źródłem utrzymania.

            Jakie inwestycje rozwojowe planują Państwo w najbliższym okresie?

Obecnie planujemy budowę wiaty dla bydła o powierzchni 1.500m2 , a także rozbudowę dróg i ogrodzeń. Chcemy to wszystko dobrze wykończyć. Teraz jest to najważniejsza sprawa.

W przyszły roku mamy zamiar uprawiać zdegenerowane łąki tak by poprawić ich jakość. Chcielibyśmy również skorzystać z programów inwestycyjnych. Planujemy kupno sprzętów rolniczych. Będzie to agregat uprawowy do ciągnika Massey Ferguson, rozrzutnik tandem 12 tonowy.

            Jakim sprzętem dysponujecie?

Posiadamy 3 ciągniki. Dwa ciągniki Ferguson 4514 z przednim napędem i Ferguson 4512 bez przedniego napędu. Syn zakupił niedawno ciągnik Massey Feruson 120 KM. Cały sprzęt, jaki posiadamy jest nowy, nie mamy praktycznie starego sprzętu za wyjątkiem dwudziestoletniego kombajnu BIZON. Wykorzystywany jest jedynie do naszych potrzeb przy zbiorze zbóż.

Z jakich programów unijnych Państwo już skorzystali?

Skorzystaliśmy z programu SAPARD jak również z PROW-u. Kupiliśmy niewiele sprzętu, ale były to: presy zwijające, przetrząsacze do siana, nowoczesne kosiarki. Po wejściu do Unii fundusze europejskie bardzo pomogły nam w rozwoju. Wsparcie jest duże i jak tylko będzie taka możliwość nadal będziemy się ubiegać o pieniądze z Brukseli.

            Trudno było sprostać wymogom unijnym?

Nie tak bardzo, syn jest informatykiem i on się tym zajmował. Zna doskonale te programy i wie jak z nich korzystać. Początkowo jednak pierwszy SAPARD sprawił nam liczne problemy. Było kilka błędów mimo wszystko później wszystko się unormowało. Z kolejnym nie mieliśmy już żadnych problemów.

Bardzo różnimy się od gospodarstw na Zachodzie Europy?

Nie. Byłem w Holandii w różnych gospodarstwach specjalistycznych i tych lepszych, jak również gorszych. Nie różnimy się absolutnie niczym. Moje gospodarstwo nie obiega niczym od gospodarstw na Zachodzie. Porządek jak wszędzie, trochę bałaganu, ale tak bywa. Jedyna różnica, jaka się zakreśla między nami istnieje pod względem dopłat. Polski rolnik dostaje kilkakrotnie niższe dopłaty niż rolnicy z Zachodu. My dostajemy dopłaty od areału, a nasi sąsiedzi od produkcji. Żeby polityka była jednakowa jak i nasze szanse – winniśmy dostawać też dopłaty do produkcji a nie tylko do areału. Jest to jednak sprawa sporna, bo większość rolników to „pseudo rolnicy” mający po 2 lub 3 ha ziemi i też się ubiegają o dopłaty.    

          Czy w przyszłości planuje Pan oddanie gospodarstwa? Są jacyś następcy?

Myślę, że tak. Jeżeli dzieci to polubią i będą miały ochotę przejąć tę spuściznę po nas. Tak za 5 lub 6 lat mogę przejść na emeryturę pracowniczą, wtedy chciałbym połączyć te dwa gospodarstwa moje i syna w jedno duże rodzinne.

           Czy w Państwa regionie występują jakieś problemy ze zwierzyną leśną?

Mieliśmy bardzo duże problemy ze zwierzyną. Jednak w tym roku trochę się to uspokoiło. Największy problem stanowiły dziki, które niszczyły nam zboże i kukurydzę. Ten rok należy do spokojniejszych przyczyną być może jest to, że dziki same zmniejszyły swoją liczebność w ostatnich miesiącach, a  miejsce gniazdowania przeniosły  głębiej w las.

            Była jakaś współpraca z kołami łowieckimi?

Owszem była współpraca. Dostaliśmy pewne odszkodowania, jednak tu nie o pieniądze chodziło. Większa stratą była dla nas utrata plonów. Rolnik dużo serca wkłada w to, co robi i chciałby mieć z tego satysfakcję.

            Lubią Państwo swoją pracę? Widzieliby się Państwo w innym zawodzie?

Nie widzielibyśmy się w innych zawodach. Może jak byśmy byli młodsi to tak. Lubimy to, co robimy codziennie. Dosyć w życiu najeździłem się w delegacje teraz przyszedł czas na spokojniejsze życie. Wolę być na miejscu w domu przy rodzinie.

            Mają państwo jakieś zainteresowania?

Żona ma, kwiaty i ogród to jej pasja. Wszystko wokół domu obsadzone jest kwiatami różnego rodzaju. Jest, na czym oko zawiesić bardzo się z tego powodu cieszymy, a zwłaszcza, gdy całość zakwitnie. Syn Sebastian hoduje gołębie to jest takie jego hobby. Ma ich z 70 sztuk. Trzyma je dla własnej przyjemności. Często też jeździ z nimi na wystawy. Ja obecnie jestem pochłonięty pracą nie mam czasu na zainteresowania. Może później jak przejdę na emeryturę wtedy będę miał się, nad czym zastanawiać. Na hobby jednak trzeba mieć czas. Jak na razie nie zatrudniamy ludzi więc wszystko jest na naszej głowie. Dopóki jesteśmy w zdrowiu razem z synem będziemy się nawzajem uzupełniać.

             Wieś działa prężnie?

O tak. To chyba jedna z nielicznych wsi, która jest taka mała, a tak wiele inwestycji poczyniła w gminie. Ja jeden hoduję bydło mięsne, reszta rolników ma krowy mleczne. Oni też bardzo się rozwinęli. Mają atestowane obory, dokupili dużo nowego sprzętu. Wcześniej jednak nie było tak łatwo. Mamy słabsze ziemie od sąsiednich wiosek, często też podmywała nas Warta. Teraz wszystko się zmienia. Ludzie zaczynają wracać na wieś, nie ma już u nas pustostanów. Boguszyniec rozwija się dzięki rolnikom, ale nie tylko. Wokół naszej wsi powstaje wiele zakładów i firm. Mamy nadzieje, że w najbliższym czasie nie zabraknie rąk do pracy, bo teraz młodzi ludzie nie chcą pracować w Polsce, wyjeżdżają zagranicę do Francji, Anglii czy Holandii. Jednak ci, co zostają czynnie przyczyniają się do szybkiego rozwoju wsi.

Dziękuję za rozmowę
Magdalena Brzytwa

  Copyright ©2017 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.